Sierpień. Wakacje. Praca w szkole w Londynie. Wydaje się, że wszystko jest takie jak zawsze. Wydaje się, bo wszystko jest inne. Jestem w Londynie, mieszkam na Wimbledonie ale nie u siebie w domu, tylko u zaprzyjaźnionej sąsiadki. Praca w tej samej szkole, ale w innym punkcie, z małymi dziećmi. Codziennie ta sama droga do pracy i do domu a jednak wszystko takie inne. Pod koniec wakacji podejmuję decyzje, że był to mój ostatni rok w tej szkole w Londynie. Całe wakacje powtarzam, że odliczam dni do wyjazdu. Ostatnie dwa tygodnie były dla mnie bardziej łaskawe, bardziej “jak zawsze” bo do Londynu przyjechali z Australii Lydia z Andrew. Mieszkali w tym domu co ja, w pokoju obok, u naszej sąsiadki. Przez te dwa tygodnie miałam namiastkę tych wakacji, które zawsze tak bardzo kochałam spędzać w UK. Pewnego popołudnia, podczas luźnej wieczornej rozmowy, Lydia pyta gdzie jadę po wakacjach. Dla niej to było normalne pytanie, ponieważ znają mnie na tyle dobrze i tak długo, że wiedzą że po wakacjach jadę zwiedzać i wydawać zarobione funty. Tym razem moja odpowiedź brzmi “nigdzie”.

Powiedziałam “nigdzie” ponieważ pierwszy raz nie zaplanowałam nic, nie miałam ochoty nigdzie jechać. Chciałam po prostu wrócić do domu, zostać w Europe. Wiedziałam tylko, że jadę do przyjaciół do Niemiec na dwa tygodnie i była to najlepsza decyzja jaką mogłam podjąć. Kiedy Lydia usłyszała, że nie mam planów i że może pojadę gdzieś na przełomie grudnia i stycznia (przerwa świąteczna oraz fakt, że Warszawa pierwsza w tym roku ma ferie zimowe daje mi prawie 6 tygodni bez pracy) wystrzeliła szybka “to może Australia?” po czym w drzwiach mojego pokoju pojawił się Andrew i miną nie znoszącą sprzeciwu powiedział “przyjedź na święta i sylwestra!!”. Nie wiem dlaczego ale ani przez chwilę przez myśl nie przeszło mi słowo “nie”. Uśmiechnęłam się tylko a oni wiedzieli, że to dobry znak. Powiedziałam, że sprawdzę bilety bo to okres świąteczny i wszystko jest bardzo drogie.

Decyzja o podróży do Australii pod koniec roku zapadłą tak szybko, że ostatni dzień w pracy w szkole spędziłam na szukaniu biletów w każdej wolnej chwili. Pierwszy bilet, jaki udało mi się kupić za 90  funtów to bilet na lot z Kuala Lumpur do Sydney. Dzięki temu wiedziałam, że uda mi się dolecieć przed świętami. Następnie musiałam poskładać pozostałe loty i wcale nie okazało się to takie trudne, bo gdy myślałam, że nic z tego nie będzie i nie uda mi się wydostać z Europy, trafiłam na lot Wizzairem z Katowic do Dubaju. Dzięki temu udało mi się zobaczyć jedno z najsłynniejszych miast świata.

Do Dubaju przyleciałam wieczorem, zarezerwowałam hotel jeszcze w wakacje, w centrum ponieważ nie chciałam tracić czasu na dojeżdzanie do centrum i szukanie przystanków w odległych dzielnicach. Udało mi się znaleźć hotel w czterema gwiazdkami i w dobrej cenie i chyba tylko dlatego, że szukałam w sierpniu na gurdniowy weekend tydzień przed świętami, czyli wg mojej oceny jest to martwy sezon. Każdy zajmuje się przygotowaniem do świąt, nikt nie myśli o tym żeby brać wolne i wyjeżdzać na weekend. Kilka lat temu, kiedy mieszkałam w Londynie i przyjechałam na święta do domu, wybrałam się do Zakopanego i do Sopotu. Cudowne, polskie miasta były puste i to był najlepszy czas, żeby je odwiedzić.

Kiedy przyjechałam do hotelu, załadowana plecakami i jedną torbą, w dresie i różowej bluzie z kapturem i podszedł do mnie pan, który chciał  mi pomóc z bagażami, dotarło do mnie, że to jest jednak hotel z czterema gwiazdkami. Pani z recepcji wskazała, żebym usiadła na sofie i poczęstowała mnie cukierkami. Kiedy nadeszła moja kolej na zameldowanie, pan z recepcji zapytał na ile jestem, skąd i czy to mój pierwszy raz w Dubaju. Powiedziałam, że tak i że niestety tylko na jedną noc. Pan spojrzał na mnie z uśmiechem i zapytał, czy mam jakieś preferencje odnośnie pokoju. Nie miałam żadnych, jedyne co przyszło mi do głowy to nieśmiało zapytać czy jest jakiś pokój z widokiem na Burj Khalifa, bo chciałabym zrobić kilka zdjęć na bloga. Pan zaczął stukać w klawiaturę i po kilku chwilach zapytał, czy mogę mieć pokój dla palących. Lekko zdezorientowana, odpowiedziałam, że nie przeszkadza mi to chociaż nie palę i nie będę palić w tym pokoju, jeśli tylko taki jest dostępny. Przez chwilę zaczęłam się zastanawiać, dlaczego hotel z czterema gwiazdkami nie ma zwykłego pokoju, jeśli rezerwacje zrobiłam kilka miesięcy temu. Odpowiedź przyszła szybciej niż myślalam. Pan wręczając mi klucz do pokoju, uśmiechnął się raz jeszcze i powiedział, że dał mi najlepszy pokój jaki mógł (niestety dla palących) ale obiecał mi, że nigdy nie zapomnę mojego pobytu w Dubaju. Miał racje. Dostałam apartament na 65 piętrze z widokiem na centrum i najwyższy budynek na świecie.

 

IMG_9220-2

Po zostawieniu rzeczy w pokoju wyszłam z hotelu i chciałam zobaczyć Burj Khalifa nocą. Niestety nie dało się tam dotrzeć pieszo a metro już było zamknięte, dlatego pokręciłam się po okolicy i wróciłam do hotelu.

IMG_9224-2
IMG_9225-2
IMG_9227-2
IMG_9229-2
IMG_9231-2
IMG_9235-2
IMG_9240-2

Widok z mojej sypilani. Po powrocie do hotelu siedziałam przy oknie ponad godzinę i nie mogłam oderwać wzroku. Nie mogłam też uwierzyć, jakie mam szczęście.

IMG_9241-2
IMG_9264-2
IMG_9269-2

Ze względu na różnice czasu miedzy Olkuszem a Dubajem, wstałam wcześniej bo chciałam zobaczyć jak najwięcej. Budziłam się w nocy co kilka godzin a kiedy obudziłam się kolejny raz i zobaczyłam, że zaraz wzejdzie słońce, od razu chwyciłam za aparat.

IMG_9275-2
IMG_9282IMG_9284
IMG_9293
IMG_9294
IMG_9303

Po póżnym śniadaniu spakowałam rzeczy i czekałam na lepszą pogodę. Niestety padało tak mocno, że chwilami nie było widać nic. Na szczęśnie kilka minut po 12, kiedy musiałam opuścić pokój, wyszło słońce i mogłam iść zwiedzać.

IMG_9304
IMG_9307
IMG_9309
IMG_9311
IMG_9312
IMG_9315
IMG_9320
IMG_9322
IMG_9324
IMG_9326
IMG_9329
IMG_9332
IMG_9333IMG_9336
IMG_9337
IMG_9349
IMG_9356
IMG_9362
IMG_9363
IMG_9369

IMG_9380
IMG_9386
IMG_9388
IMG_9398
IMG_9401
IMG_9406
IMG_9415
IMG_9417
IMG_9419
IMG_9425
IMG_9435
IMG_9440
IMG_9466
IMG_9472