Jedni mają w życiu szczęście do pieniędzy, drudzy do miłości a ja mam w życiu szczęście do ludzi. Tak już w życiu mam, że bardzo często na mojej drodze pojawiają się ludzie wyjątkowi, dobrzy, szczerzy w tym co robią a jednocześnie mający w sobie tyle dobra i energii do życia i działania, że przebywanie z tymi to czysta przyjemność. Kiedy przyjechałam do Warszawy trzy lata temu znałam w niej trzy osoby a z tych trzech po miesiącu zostały tylko dwie. Pamiętam jak myślałam wtedy co ja tu robię, po co to wszystko. Po trzech latach wszystkie elementy powoli układają się w całość. Dzięki temu, że miałam (i wciąż mam) okazje mieszkać w Warszawie udało mi się dojść do tego, co chcę w życiu osiągnąć i na czym mi najbardziej zależy. Okazało się też, że całe moje dotychczasowe doświadczenie życiowe i zawodowe przyda się komuś tutaj w Warszawie, co mnie zawsze ogromnie cieszy, że mogę się z kimś tym wszystkim co do tej pory zrobiłam podzielić. Kiedy niewiele ponad rok temu poznałam Age pomyślałam “ja się z tą kobieta szybko dogadam”. I tak było. Od razu złapałyśmy dobry kontakt zarówno z nią jak i z jej dziećmi. Pojechałyśmy razem na majówkę do Londynu w tym roku a jej syn był też w Londynie w wakacje. Bardzo często Aga opowiadała mi swoim magicznym miejscu, do którego najpierw ona jeździła jak była dzieckiem a teraz zabiera tam swoje. Gry wróciłam po wakacjach do Warszawy i spotkałam się z Aga i dziećmi, Aga powiedziała, że jedną na weekend do domku nad jeziorem i mnie zapraszają. Ponieważ mnie nie trzeba dwa razy namawiać, żeby gdzieś pojechać i zobaczyć coś nowego, wystarczyło tylko ustalić godzinę wyjazdu. I tak spędziłam ostatni wrześniowy weekend w lesie, w domku nad jeziorem w Wielkopolsce. Los chciał, że nie tylko odkryłam magiczne miejsce 300km od Warszawy ale spędziłam dwa dni chodząc z koszykiem po lesie i zbierając grzyby, które pięknie ususzone czekają w mojej kuchni na święta.

DSC08927

Michał z siostrą pokazali mi wszystkie miejsca, w których spędzają wakacje. Wszystkie dzieciaki z okolicy wsiadają na rowery i całymi dniami jeżdżą po lesie.

DSC08912
DSC08916

Spacerując po lesie mogłam przyjrzeć się z bliska wszystkim kolorom polskiej jesieni. Niestety zarówno wakacje jak i wrzesień najcześniej spędzam poza Polską dlatego nie mogłam odmówić propozycji spędzenia weekendu w lesie nas jeziorem.

DSC08917
DSC08919
DSC08920
DSC08922

Zapach mokrego drzewa- cudowny.

DSC08924
DSC08926

Tata Agi, którego miałam okazję poznać, opowiadał mi historię okolicy oraz o “mikroklimacie”, który panuje w lesie.

DSC08931
DSC08934
DSC08942
DSC08939
DSC08943
DSC08944
DSC08947

Gdy doszliśmy nad jezioro niebo się zachmurzyło i zaczeło padać, dlatego udało mi się zorbić tylko kilka zdjęć. Piękne jezioro, tylko pozazdrośić tym, którzy mogli je zobaczyć w lecie!

DSC08982
DSC08955
DSC08957

Dzieciaki z dumą pokazały mi bazę, którą budowały całe wakacje. Przypomniała mi się baza, która rok temu budowałam z Xavim na Wimbledonie.

DSC08992
DSC08998
DSC09003
DSC09007

W lesie i przy drodze można spotkać było wielu grzybiarzy, którzy wracali z lasu z pełnymi koszami. My też poszliśmy zbaczyć czy uda nam się coś znaleźć i przy pierwszym podejściu brakło nam rąk, dlatego wszystkie grzyby wrzucaliśmy do mojego kaptura.

DSC09008
DSC09013

Ze mnie żaden grzybowy ekspert, na początku nie mogłam odróżnić kapelusza od mokrych liści ale nie ma się co dziwić, skoro ostatni raz na grzybach byłam na zielonej szkole, w trzeciej klasie podstawówki.

DSC09012
DSC09014
DSC09021
DSC09023
DSC09025
DSC09026

Na drugi dzięń poszliśmy do lasu bardziej przygotowani, każdy miał po koszyku a ja zabrałam wiadro od mopa. Po godzinie już nie mieliśmy miejsca w na więcej.

DSC09029
DSC09030
DSC09032
DSC09037

Grzyby w moim kapturze.

DSC09043
DSC09052

Przed południem wróciliśmy do domku, gdzie na tarasie rozłożyłam gazety na stole i zaczęłam segregować grzyby. Musiałam się tego wszystkiego nauczyć ale miałam dobrych nauczycieli, bo najpierw Aga udzieliła mi kilku cennych wskazówek a po chwili z obiadem przyjechali rodzice Agi, którzy pomogli mi przy grzybach, a mama Agi odcinała nóżki, żebym mogła układać kapelusze w suszarce.

DSC09061
DSC09064
Advertisements