Czy dziesięć dni wystarczy aby poznać Dominikanę?  Dla mnie ta ilość była wystarczająca, żeby przekonać się, że ludzie, kultura i historia drugiego co do wielkości państwa na Morzu Karaibskim, mają wiele do zaoferowania i że była to moja pierwsza, ale nie ostatnia wizyta. Kiedy rok temu po prawie dwumiesięcznej podróży opuszczałam Amerykę Środkową nie sądziłam, że wrócę za ocean tak szybko. Przez cały rok ciągnęło mnie, żeby znowu pojechać poza stary kontynent i po raz kolejny przekonałam się, że jak się czegoś bardzo chce to prędzej czy później,  przyjdzie.
Żeby dostać się na Dominikanę musiałam najpierw dojechać do Wiednia. Leciałam z Martą, która mieszka i pracuje w Bratysławie, dlatego wybrałyśmy połączenie z Wiednia przed Madryt do Santo Domingo. Wsiadłam rano w pociąg z Warszawy do Austrii, a Marta po pracy dojechała na lotnisko. Jeszcze czekając na lotnisku napisał do mnie mój bardzo dobry kumpel Jose, którego poznałam w Krakowie podczas jego pobytu na Erasmusie. Minęło już 6 lat, cały czas jesteśmy w kontakcie ale nie udało nam się do tej pory ponownie spotkać. Za każdym razem jak jestem w Hiszpanii, próbujemy zsynchronizować kalendarze, ale do tej pory się nam nie udało. Dlatego bardzo byłam zaskoczona, kiedy dostałam wiadomość z pytaniem czy mam jak dojechać z lotniska do hostelu, potem kolejnym pytaniem o numer lotu i informacją, że Jose przyjedzie po nas na lotnisko. Tym sposobem udało nam się spotkać po 6 latach. Spotkanie było krótkie ale konkretne. W drodze z lotniska do hostelu udało nam się nadrobić ostatnie sześć lat, a na koniec Jose skusił się na jedno piwo. Niestety nie mógł zostać z nami dłużej ponieważ było już po północy a na drugi dzień szedł normalnie do pracy. Marta i ja poszłyśmy jeszcze do knajpy z kubańską muzyką, ponieważ nasz plan na następny dzień był bardzo ubogi: wstać, znaleźć miejsce z tanim śniadaniem i zdążyć na samolot o 16. Udało się bez żadnych problemów.
Lot do Santo Domingo przebiegł szybko i bardzo spokojnie z wyjątkiem dwóch atrakcji. Pierwsza atrakcja miała na imię Iker i miała 5 lat. Siedział z nami chłopiec, który sam został wysłany na Dominikanę do swojej rodziny. Teoretycznie miały zajmować się nim stewardessy. Nie jest nowością, że każdy 5 latek potrzebuje więcej uwagi niż pytanie co godzinę czy wszystko w porządku. Dlatego bardzo szybko Ikerek zaprzyjaźnił się dwiema nowymi ciociami, które przez cały lot bawiły się z nim, karmiły i próbowały zrozumieć jego hiszpański. Zaraz przed lądowaniem szef pokładu podszedł do nas i zapytał Marty czy to jej dziecko. Marta z uśmiechem powiedziała, że nie i od słowa do słowa szef pokładu powiedział, żeby poszła z nim do kanciapki dla cabin crew. Ja zostałam z Ikerkiem a Marta po 5 minutach wraca z papierową torebką wypchaną po brzegi, którą daje mi i mówi, żebym szybko schowała do plecaka. Chowając dary zobaczyłam, że dostałyśmy 12 buteleczek-małpeczek z różnymi alkoholami.
Stolica Dominikany, Santo Domingo, była naszym pierwszym przystankiem, gdzie chciałyśmy zostać tylko na jedną noc, aby na drugi dzień wyruszyć na północ wyspy.  Dojechałyśmy do naszego hostelu, który znajdował się w samym środku Zona Colonial, historycznej części miasta, kilka minut po dwudziestej. Postanowiłyśmy zobaczyć miasto nocą ponieważ była to nasza jedyna noc w stolicy. Różnica czasu między Polską a Karaibami dawała się odczuć przez cały nasz pobyt. Z tego też powodu nie chciałyśmy iść spać, pomimo tego, że dla nas była już 4 rano. Chciałyśmy wytrzymać co najmniej do północy i wstać rano w miarę normalnie. Kręciłyśmy się po mieście w poszukiwaniu czegoś do jedzenia, jednak było to trochę utrudnione. Niektórzy mówili, że na Dominikanie jest niebezpiecznie, ale dla mnie to kolejne duże miasto, w którym trzeba zachować ostrożność i zdrowy rozsądek. Znalazłyśmy knajpę, w której wypiłyśmy piwo Presidente, zjadłyśmy ubogą kolacje i zaczęłyśmy eksplorować Zona Colonial. Udało nam się zobaczyć wszystko, co do zaoferowania ma ta część stolicy. Na koniec weszłyśmy do baru posłuchać salsy i bachiaty oraz napić się długo wyczekiwanego rumu. W środku okazało się, że są urodziny szefa baru, który podchodził do nas i częstował rumem. Wracając do domu spotkałyśmy stewardów obsługujących nasz lot, od których Marta dostała małpeczki. Oczywiście zapraszali nas, żebyśmy dołączyły do ich imprezy ale byłyśmy już tak zmęczone, że półśpiące wróciłyśmy do hostelu.
Następnego dnia miałyśmy czas do 15, żeby zobaczyć jak wygląda życie w stolicy w ciągu dnia. Wybrałam najciekawsze wg mnie zdjęcia, które powinny przybliżyć wam życie codzienne w Santo Domingo.
IMG_2239

Ze względu na klimat i wysokie temperatury, które nie opuszczają wyspy przez cały rok, nie ma potrzeby budowania szczelnych okien i drzwi. Większość drzwi i okien jest za kratami z dwóch powodów. Pierwszy to bezpieczeństwo, drugi to możliwość pozostawiania otwartych okien lub drzwi i chłodzenia domu. Przydatne szczególnie wieczorami i w nocy, kiedy słońce już nie praży ale powietrze wciąż jest przyjemnie gorące i wilgotne.

 

Untitled 4

Na Dominikanie życie toczy się przede wszystkim na ulicy. Piękna pogoda i chęć spędzania czasu na słońcu nie jest jedynym powodem. Kluczową role odgrywa tu też wysokie bezrobocie, dlatego bardzo często można spotkać ludzi, którzy siedzą w mniejszych lub większych grupkach i chyba czekają na lepsze jutro.

IMG_2241

Oprócz stoisk z pamiątkami wątpliwej jakości jest wiele innych stoisk, na których ludzie sprzedają wszystko to, co są w stanie sprzedać i stworzyć własnymi rękoma. Na głównej ulicy El Conde jest ich najwięcej.

IMG_2247
Untitled 6
IMG_2252

Parque Colon to plac, który znajduje się w centralnej części Zona Colonial. Na samym środku stoi pomnik Krzysztofa Kolumba, który w 1494 roku przypłynął na Dominikanę. Plac sam w sobie jakoś nie powala, ale podczas odpoczynku na jednej z wielu ławek, umieszczonych pod olbrzymimi drzewami, można zobaczyć m.in. Katedrę Santa Maria la Menor z początku XVI wieku.

IMG_2255
IMG_2265
IMG_2267
Untitled 7
IMG_2271
IMG_2274
IMG_2275/
IMG_2277
IMG_2281
IMG_2286
Untitled 11

Ogromnie zazdroszczę mieszkańcom, że mogą  hodować nie tylko w domu, ale w pięknych ogrodach także,  niesamowicie bogatą i zieloną roślinność. Była to jedna z pierwszych rzeczach, które urzekły mnie w tym mieście. W Santo Domingo co chwilę widać małe placyki, na których ze szczególną starannością hodowana jest tropikalna roślinność.

 

IMG_2291/
IMG_2292
IMG_2294/
Untitled 12
IMG_2303
IMG_2304
IMG_2309
IMG_2313
IMG_2316
IMG_2320
IMG_2322
IMG_2325
IMG_2342
Untitled 5
IMG_2326
IMG_2328
IMG_2331
IMG_2335
IMG_2337
IMG_2343
Advertisements