Nie ma co ukrywać, że rok 2016 był bardzo leniwy pod względem aktywności na blogu. Dwa posty, które z trudem udało mi się napisać przez dwanaście miesięcy i trochę większa aktywność na mojej stronie na Facebooku, to wszystko na co było mnie stać. Czasami się dziwię, że jeszcze ktoś do mnie zagląda ale patrząc na statystyki widzę, że jest was coraz więcej dlatego przygotowałam dla was moje podróżnicze podsumowanie kończącego się właśnie roku. Bo o ile blog pod względem aktywności był bardzo ubogi, to rok pod względem podróży był bardzo aktywny.
ESTONIA/ LITWA/ ŁOTWA
Ostatnie dni 2015 roku i pierwsze 2016 spędziłam w Estonii. Był to mój drugi już wyjazd do Estonii, ponownie  pojechaliśmy w to samo miejsce, do małego domku na największej estońskiej wyspie. Domek, który znajduje się na całkowitym odludziu, zaraz przy plaży, z ręcznie wybudowanym pomostem, na końcu którego znajduje się sauna. W tym roku nie było aż tak zimno i temperatura nie spadła do minus 20 stopni ale było na tyle zimno, że ponownie miałam okazje przejść się po zamarzniętym Bałtyku. W ostatni dzień roku pojechaliśmy pozwiedzać wyspę i w drodze do domu zobaczyłam najpiękniejszy zachód słońca. Niebo wyglądało jakby ktoś wylał na nie kilka kolorów farby. Estonia to piękny kraj, ludzie są niesamowicie uprzejmi a przy tym bardzo skromni i skryci. W drodze do i z Estonii zatrzymaliśmy się w Wilnie i Rydze, z których niestety nie mam żadnych zdjęć bo było za zimno, żeby wyciągać aparat.

DSC07042
DSC07056
DSC07073
DSC07082

DSC07093
DSC07115
DSC07147
 DSC07163
ANGLIA
Od 2006 nie ma roku, żebym nie odwiedziła/ mieszkała w Anglii. W tym roku byłam dwa razy: jak zawsze praca w szkole w wakacje oraz trzy tygodnie w lutym, kiedy pojechałam opiekować się dziećmi mojej angielskiej rodziny. Moja angielska rodzina wyprowadziła się w tym roku do Sydney. Po 10 latach ciężko było nam się rozstać ale wszystko dzieje się po coś. W lutym Lydia i Andrew musieli polecieć do Sydney załatwić rzeczy związane z przeprowadzką a przy okazji pójść na wesele. Ponieważ nie mają żadnej rodziny w Londynie, zapytali mnie rok wcześniej czy nie mogłabym im pomóc i przyjechać do Londynu żeby zostać z dziećmi. Nie trzeba mnie pytać dwa razy jeśli chodzi o pobyt w Londynie dlatego zgodziłam się ale pod jednym warunkiem. Chciałam, żeby Taisie i Xavi przyjechali ze mną do Polski w sierpniu i żebyśmy spędzili razem wakacje w moim kraju. I tak też się stało. Na przełomie lutego i marca spędziłam trzy tygodnie w Londynie, przyjechała moja siostra Karolina, pojechaliśmy razem do Essex zobaczyć klify oraz spędziłam moje trzydzieste urodziny w tym samym miejscu, w którym obchodziłam dwudzieste. W moim ukochanym Londynie.
Ponownie do Londynu wyjechałam w czerwcu a cały tydzień przed wyjazdem spędziłam na pakowaniu wszystkich moich rzeczy w kartony, ponieważ mój wyjazd do Londynu wiązał się jednocześnie z wyprowadzką z Saskiej Kępy. W dniu wyjazdu wiedziałam tylko tyle, że jak wrócę do Polski po wakacjach to będę musiała poszukać mieszkania, co udało mi się szybciej niż myślałam i pierwszy raz w życiu mieszkam sama. Z jednej strony podoba mi się to a z drugiej bardzo dużo czasu potrzebowałam, żeby przyzwyczaić się, że nie muszę trzymać wszystkich moich rzeczy w jednym pokoju, w jednej szafie a półki w lodówce są podzielone. O ile nauczyłam się trzymać rzeczy w różnych do tego przeznaczonych pokojach w mieszkaniu, o tyle cały czas wszystko wkładam na jedną półkę w lodówce. Jeśli chodzi o moją prace w Anglii to w tym roku nie pracowałam w Ascot tylko wróciłam do szkoły w Londynie przy Hyde Parku. Była to ta sama szkoła, w której zaczęła się moja “kariera”, kiedy 6 lat temu byłam tam na stażu z Erazmusa i usłyszałam, że mam zrobić papiery i wrócić za rok, żeby już uczyć dzieci. Papiery zrobiłam i tak już zostało. Każde wakacje spędzam w Anglii ucząc angielskiego. Praca ciężka, wymagająca ale nic nie daje tyle energii i motywacji co praca z innymi ludźmi, w szczególności  w środowisku międzynarodowym. Będąc w Londynie przez dwa miesiące miałam bardzo dużo czasu, żeby spotykać się z moimi przyjaciółmi i znajomymi z Polski oraz zrobić kilka małych wycieczek.

IMG_0889
IMG_1059

NORWEGIA/ SVALBARD
Pod koniec maja poleciałam z mamą na Svalbard. Powiem szczerze, że sama z siebie pewnie nigdy nie wybrałabym się do miejsca, które oddalone jest od Bieguna Północnego tylko 1300 km, w którym przez pół roku trwa dzień polarny a przez pozostałe pół słońce nie wschodzi i jest ciemno 24/7. Kilka dni przed moim wylotem do Londynu w lutym dostałam sms od cioci, która mieszka w San Francisco i której syn pracuje na Spitsbergenie. Krótka wiadomość z informacją, że ciocia leci do Michała i żebym z mama przyjechała do nich. Szybka konsultacja z mamą, która dostała tego samego sms i decyzja podjęta. Lecimy na Spitsbergen. Już na miejscu śmiałam się z ciocią, że rok temu,kiedy odwiedziłam ją w San Francisco, dzień przed moim wylotem do Meksyku patrzyłyśmy na mapę świata, wskazałyśmy palcem Spitsbergen i powiedziałyśmy, że fajnie by było się tam spotkać. Na Spitsbergenie byłam podczas dnia polarnego, słońce najjaśniej świeciło o 2 w nocy, jadłam mięso z renifera i wieloryba, widziałam białe renifery, lodowiec, foki wylegujące się na pływających  po Morzu Arktycznym krach. Prowadziłam zaprzęg 12 psów husky, które ciągnęły moje sanie z prędkością 40 km na godzinę i były to te same psy husky, które wielokrotnie brały udział w ekspedycjach na Biegun Północny.

IMG_1495
IMG_1146

POLSKA
Dwa dni po skończeniu pracy w szkole, Andrew i Lydia odwieźli mnie razem z Taisie i Xavi na lotnisko. Dla mnie wyjazd do Polski wiązał się z zakończeniem pewnego etapu w moim życiu. Po dziesięciu latach naszej znajomości moja rodzina angielska wyprowadziła się do Australii. Wychodząc z mojego angielskiego domu na Wimbledonie, wiedziałam że już nigdy tam nie wrócę, że nie spędzę już żadnych wakacji w tym miejscu. W życiu trzeba czasem zamknąć jakiś etap i poczekać na następny. Kiedy staliśmy w piątkę na lotnisku przed odprawą i każdy powstrzymywał się od płaczu, Taisie powiedziała “It’s not the end of our story, it’s the end of one of the chapters”. Żegnając się z Lydia i Andrew wiedziałam, że następnym razem zobaczymy się w Sydney. Wstępnie założyłam, że przyjadę do nich w przyszłym roku w grudniu. Nie wiem czy mi się uda zrealizować tak bardzo ambitny plan wyjazdu na drugi koniec świata ale zapobiegawczo zaczęłam oszczędzać na drobne wydatki. Od września wrzucam do puszki każde 5zł, które do mnie trafi. Do puszki nie mam dostępu i nawet nie wiem ile tam wrzucam, dlatego nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła ją otworzyć.
Plan na pobyt w Polsce z Taisie i Xavim był bardzo napięty. Przez dwa tygodnie chciałam im pokazać jak najwięcej. Bardzo mi zależało, żeby zobaczyli jak bardzo Polska jest różnorodna pod względem geograficznym. Pierwszy tydzień spędziliśmy na południu Polski, przylatując do Krakowa i zwiedzając po kolei Olkusz, zamek w Ogrodzieńcu, Kraków oraz Wieliczkę. Następne pojechaliśmy razem z moją mama do Cieszyna, do mojej cioci po drodze zahaczając Tychy gdzie pływaliśmy kajakami na Paprocanach. 24 godziny spędzone pod Cieszynem to wg mnie najlepsze, co przytrafiło się dzieciakom w Polsce. Moja ciocia przygotowała typowo wakacyjny obiad w ogrodzie, wujek Jerzy, który po 5 minutach został przechrzczony na Uncle George, nauczył dzieci strzelać z łuku, z broni, poszliśmy do lasu po drewno i chrust na ognisko, dzieci musiały wystrugać kijki na kiełbaski a następnie ja upiec na ogromnym ognisku. Uncle George rozwiesił też dwa hamaki między drzewami, obeszliśmy cały ogród w poszukiwaniu dyni i przeróżnych owoców i warzyw. Na drugi dzień pojechaliśmy do Cieszyna, ponieważ cały czas opowiadałam dzieciom, że w Polsce jest miasto, którego jedna część leży w Polsce a druga w Czechach i wystarczy przejść przez most, żeby być za granicą. Xaviemu tak bardzo spodobało się to rozwiązanie, że skakał z jednej nogi na druga krzycząc “Poland- Czech Republic, Poland- Czech Republic”. Zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcia stojąc jedną nogą po polskiej stronie a druga po czeskiej, trzymając w ręce paszporty. Z Cieszyna pojechaliśmy na Czantorię, gdzie wjechaliśmy wyciągiem a potem poszliśmy na krótki spacer po górach. To był nasz ostatni przystanek na południu Polski. Mama odwiozła nas do Krakowa skąd wsiedliśmy w pendolino  do Sopotu. W trójmieście mieliśmy typowo polskie wakacje nad morzem. Zwiedzaliśmy Gdańsk i Gdynię a z naszego mieszkania  w Sopocie na 10 piętrze mieliśmy widok na całą zatokę.  Naszym ostatnim przystankiem była Warszawa, z której po 4 dniach poleciliśmy do Aten.

IMG_20160827_130015
IMG_0332

GRECJA
Plan na wakacje dla dzieci był następujący: najpierw dwa tygodnie w Polsce ze mną a kolejne dwa w Atenach z dziadkami. Żeby nie latać bez sensu z Polski do Londynu i z powrotem do Grecji, ustaliliśmy z Lydia i Andrew, że ja odwiozę dzieci do Aten i przekaże je dziadkom a przy okazji zostanę w Atenach, bo o ile w Grecji byłam dwa razy to w Atenach nigdy. Z lotniska odebrali nas dziadkowie i zabrali na obiad. Po obiedzie zostawiłam dzieci pod opieką dziadków i pojechałam do przyjaciołka mojej starszej siostry, która mieszka w Atenach. Z Edytą znamy się bardzo dobrze przez dwa lata mieszkałyśmy razem w Krakowie na studiach. Śmiałyśmy się podczas mojego pobytu, że nic się nie zmieniło oprócz mieszkania i że znowu czujemy jakbyśmy mieszkały razem. Edyta chodziła do pracy a ja spędziłam jeszcze trochę czasu z dziadkami i dziećmi oraz córką kuzyni Andrew, która razem ze swoim mężem była w podróży poślubnej po Europie. Z Urs i Chrisem poznałam się w wakacje, ponieważ mieszkali z nami na Wimbledonie. Jak tylko sprawdziliśmy, że będziemy wszyscy razem w tym samym czasie w Atenach, od razu umówiliśmy się na wspólne zwiedzanie Aten. W Atenach mieszka też mój bardzo dobry kumpel Evan, z którym przez pracowałam wiele razy w Ascot. Dzięki niemu mogłam zobaczyć jak życie spędzają ateńczycy wieczorami. Do Warszawy wróciłam po tygodniu, na początku września. Od razu poszłam do pracy i zaczęłam przeprowadzać się do nowego mieszkania.
IMG_20160911_190801
DOMINIKANA
Nieplanowany, niespodziewany i niezapomniany pobyt na Dominikanie miał miejsce w październiku. Razem z moja kuzynka Martą pojechałyśmy odkrywać Karaiby. Dla mnie to druga podróż w tamtą stronę, dla Marty pierwsza. Przez 10 dni udało nam się doświadczyć  wszystkiego, co ma do zaoferowania Dominikana. Nie będę się rozpisywać, ponieważ po Nowym Roku zacznę publikować posty, w których przygotowaną mam szczegółową relacje.

IMG_2481
IMG_2624
IMG_2607
IMG_2419
IMG_3189
IMG_3145

KATAR
W drodze do RPA miałyśmy z Martą przesiadkę w stolicy Kataru, Doha. Kilka godzin przed wylotem z Warszawy postanowiłyśmy jednogłośnie, że zostaniemy w Katarze jeśli uda nam się znaleźć hosta na Couchsuring. Przyjął nas Mina, który w ciągu 30 godzin pokazał nam wszystkie uroki mieszkania w Katarze i ugościł po królewsku. Pobyt w Katarze okazał się dla mnie perłą na mapie świata, tak samo jak kiedyś pobyt w Armenii. Zderzenie z rzeczywistością, ogromem, przepychem i bogactwem kraju a jednocześnie ludźmi, którzy są przyjacielsko nastawieni, serdeczni i skromni , wzbudziło we mnie poczucie bycia częścią bajki. Jak wiadomo każda bajka ma morał, a morał mojego pobytu w Katarze jest jeden: jeśli chcesz podróżować raz na zawsze wyrzuć ze swojej głowy wszelakie stereotypy. Zarówno te pozytywne jak i te negatywne.

IMG_4113
IMG_3925

REPUBLIKA POŁUDNIOWEJ AFRYKI
 Ostatni kraj, który starałam się odkryć w tym roku to RPA. Niestety nie miałam zbyt wiele czasu dlatego na początek postanowiłyśmy z Martą pojechać do Kapsztadu i”zdobyć” Przylądek Dobrej Nadziei. Minął już lekko ponad miesiąc od mojego powrotu z RPA a ja cały czas nie mogę przetrawić tego, co zobaczyłam na końcu Afryki. Kapsztad to tylko niewielki procent tego, co ma do zaoferowania RPA a jednak to tam miały miejsce kluczowe dla historii tego państwa jak i świata wydarzenia. Na pewno tam wrócę bo wiem, że jeszcze wiele rzeczy zostało do odkrycia.

IMG_7585
IMG_9082

IMG_8656
2016
Jaki był ten rok? Na pewno pełen niezapomnianych wrażeń. Dzięki ciężkiej pracy i wytrwałości cały czas udaje mi się rozwijać moją pasje do poznawania świata. Apetyt rośnie w miare jedzenia dlatego nie mogę doczekać się kolejnych podróży. Ostanie dwa lata mojego życia nauczyły mnie jednak, że nie wszystko można zaplanować i z dnia na dzień nasze życie może się zmienić diametralnie. Dlatego od jakiegoś czasu nie planuję nic i biorę od życia wszystko, co mi przyniesie. Wszystko dzieje się w życiu po coś. Dziękuję wszystkim, którzy byli ze mną przez ten rok zarówno na Facebooku jak i na Instagramie.  Mam nadzieje, że kolejny rok będzie równie obfity w podróże pełne przygód jak ten. Kończę pisać tego posta w pociągu z Bratysławy do Starej Lubovnej. Nawet ostatnie dni w roku spędzam w pociągu…nic już na to nie poradzę, że nie wysiedzę w miejscu. Ale nie narzekam, bo to dobry znak na nowy rok 🙂
Advertisements