Nowy York znalazł sie na mojej trasie przypadkiem. Szukając biletów z Londynu do San Francisco bardzo ciężko było mi znaleźć połączenia w rozsądnej cenie i w ramach mojego budżetu. Z kupnem biletu musiałam się wstrzymać do momentu otrzymania wizy i jak tylko ją dostałam, rozpoczęłam polowanie na jak najtańsze połaczenie. Bilety bezpośrednie były okropnie drogie dlatego postanowiłam dostać się za ocean a potem szukać domestic flights. Z Londynu przez Dublin do Nowego Yorku, gdzie zatrzymałam się na dwie noce i w poniedziałek poleciałam do San Francisco. Dzięki temu mogłam zobaczyć Nowy York i spotkać się z Kingą, u której się zatrzymałam.
Z Anglii wyleciałam w dniu, w którym skończyła się moja umowa o pracę w Ascot. Nad ranem wsiadłam w taksówkę z moją koleżanka ze studiów, która pracowała ze mną w Ascot i jednym uczniem z Kijowa, którego musiałam jeszcze odstawić na samolot. Na szczeście wszyscy wylatywaliśmy z Heathrow. W ostatnią noc było jeszcze pożegnalne spotkanie z całą kadrą, co jak co ale pracując z ludźmi przed 6 tygodni, mieszkając razem, spędzając wolny czas można się bardzo szybko zżyć. Ja niestety do północy walczyłam z pakowaniem i sprzątaniem mojego pokoju.  W nocy spałam tylko dwie godziny, bo wydawało mi się, że słyszę uczniów biegającyh po kampusie. Na lotnisku pierwsza pożegnała się z nami Natalie, która swój lot do Warszawy miała z innego terminala a ja z jednym uczniem poszłam nadać bagaż. Cały lot do Dublina przespałam i tak samo było w samolocie do NY, dzięki czemu oszukałam jet lag i nie miałam problemów ze zmianą czasu.
Kinga odebrała mnie z lotniska i od razu pojechałyśmy do niej do domu, w East Hamptons. Spotkałyśmy się w Krakowie, pięć lat temu na kursie CELTA. Pomimo tego, że studiowałyśmy na tej samej uczleni, poznałyśmy się dopiero na kursie. Przez trzy miesiące, dwa razy w tygodniu siedziałałyśmy w jednej sali przez 8 godzin i uczyłyśmy się jak uczyć angielskiego. Kinga przyleciała na kurs specjalnie z NY, zaraz potem wróciła do stanów. W dniu rozdania certyfikatów, kilka dni przed wigilią powiedziała ” no to Dagi do zobaczenia w Nowy Yorku”. Musiało minąć pięć lat, żebyśmy się znowu spotkały.
Kinga mieszka w East Hampton, dwie godziny drogi od Nowego Yorku, na końcu Long Island. Miasteczko położone na tereniach leśnych, niedaleko plaży jest pełne luksusowych domów i posiadłości bardzo bogatych amerykanów. Przyjeżdzają do nich na weekendy, organizują grile i ogrniska na plaży, grają w golfa, w klubie w którm samo członkostwo kosztuje $100.000. Kluby golfowe otwarte są do północy i śmiałyśmy się, że jeśli zapłaciłybyśmy tyle za samo członkostwo to też siedziałybyśmy codziennie do zamknięcia.
DSC00412
DSC00414
DSC00416
Dzień przed wylotem z Anglii Kinga wysłała mi zdjęcia basenu i napisała, żebym się szykowałą bo będzie bardzo ciepło. Zapytałam się gdzie pójdziemy na basen i dostałam odpowiedź “Nigdzie, jest u mnie domu”. Wystarczyło 10 minut żebym zapoznała się ze wszystkimi wspólokatorami i wskoczyła do basenu. Siedziałam tam chyba z 40 minut, nie mogąc uwierzyć w to, że jestem w Ameryce, pływam w basenie w amerykańskim domu i nareszcie zaczęły się moje wakacje. Przed zachodem słońca pojechałyśmy nad ocean. Plaża była pusta, było tylko kilka rodzin organizujących sobotnie ogniska. Specerowałyśmy wzdłuż plaży i nie mogłam się nadziwić, gdzie jestem i co tam robię.
DSC00417
DSC00425
Rano wstałyśmy przed 6 rano, żeby podjechać po śniadanie, zaparkować samochód i dojść na stację aby złapać pociąg do Nowego Yorku o 7 rano.  Dopiero idąc przez puste miasteczko w niedziele rano mogłam przyjrzeć się namiastce Ameryki. Idealnie przycięte trawniki, szerokie ulice, niskie lub całkowity brak płotów, w co drugim domu powiewająca flaga . Wszystko takie poukładane, wręcz idealne, nawet domy wyglądały jak z katalogu.
DSC00437
DSC00441
DSC00434
DSC00445
DSC00447
DSC00448
Cały czas rozglądałam się i szukałam różnic w amerykańskim angielskim. Długo nie musiałam szukać, zamiast mind the gap ostrzegało mnie watch the gap. Pociąg jechał ponad dwie godziny, pomimo tego, że na zewnątrz powili zaczynało robić się bardzo ciepło, w pociągu klima włączona była na maksa, dobrze że Kinga powiedziała, żebym zabrała bluzę i chustkę, inaczej dojechałabym do Nowego Yorku chora.
DSC00454
DSC00484Puste perony w niedzielny poranek na stacji Jamajka
DSC00470
DSC00488Informacja z mapami przed wejściem do metra DSC00486
DSC00490
DSC00496
DSC00503
DSC00492
Naszym pierwszym punktem było One Trade Center Observatory. Bilety kupiłam jeszcze w Anglii i zaprosiłam Kingę, żebyśmy zobaczyły Nowy York z góry, chciałam jej tym podziękować za to, że mnie przyjęła u siebie. Czekałyśmy chwilę w kolejce, przeszłyśmy przez ochronę, wjechałyśmy na ostatnie piętro i brakło nam słów. Tak po prostu. Zobaczyłam ten ogrom, cały Manhatan, wszystkie wieżowce ułożone jeden obok drugiego, jak klocki lego. Widziałam Liberty Statue, Brooklyn Bridge, Empire State Building, rzędy zółtych taksówek przesuwających się po ulicach jak po makiecie.
DSC00516
DSC00517
DSC00523
DSC00521
DSC00549
DSC00532Stałam i patrzyłam na ten widok kilka dobrych minut. Za każdym razem jak odchodziłam, odwracałam się jeszcze, żeby upewnić się, że to, na co patrzyłam, jest tam naprawdę.DSC00540
DSC00528
DSC00544
DSC00583
DSC00582
DSC00562Po wyjściu z One Trade Centre przeszłyśmy zobaczyć Memoriał 9/11DSC00570
DSC00572
DSC00579
Zatrzymałyśmy się jeszcze w sklepie, chciałam coś zjeść, długo nie mogłam się zdecydować się na co mam ochotę, tym bardziej, że zrobiło się okropnie gorąco. Ale jak tylko zobaczyłam double chocolate muffins, wybór był oczywisty. Mama Muffin musiała sprawdzić czy amerykańskie muffiny są tak samo dobre jak ich angielscy kuzyni. Po szybkiej przekąsce przeszłyśmy na Brooklyn Bridge. I o ile cały czas miałam wrażenie, ze wszystko już gdzieś widziałam, że to już było, że wiele rzeczy podobnych jest do tych w Anglii, to w momencie, kiedy odwróciłam się na moście i zobaczyłam to, co uwieczniłam na zdjęciu poniżej, doszło do mnie: jestem w Nowym Yorku.
DSC00630
DSC00590
DSC00621
DSC00596
DSC00634
DSC00631
Na moście byłyśmy ponad godzinę, robiąc mnóstwo zdjęć. W pewnym momencie zaczął padać dosyc mocny deszcz, wszyscy uciekli a my spokojnie szłyśmy w kierunku wyjścia. Przejechałyśmy kilka stacji metrem w kierunku Flat Iron a potem chodziłyśmy po Manhatanie. Długo zeszło nam na szukaniu knajpy z jedzeniem, w końcu trafiłyśmy do pubu. Ciężko mi się było dogadać z barmanem, nauczona angielskich manier, produkowałam zbyt długie zdania i używałam za dużo zwrotów grzecznościowych w jednej, glupiej prośbie o długopis. Po zjedzeniu, musiałyśmy iść w kierunku przystanku na autokar do East Hampton po drodze wstępując na Grand Central, Times Square i główny budynek biblioteki.
Nowym York znalazł się na mojej trasie przypadkiem. Nie planowałam dokładnego zwiedzania, bo co można zobaczyć w kilka godzin w tak ogromnym mieście. To co chciałam w Nowym Yorku, to iść na spacer z koleżanką, z którą się dawno nie widziałam i spacerować. Widziałam wszystko to co chciałam, obserwowałam jak żyją nowojorczycy, jak się zachowują, starałam się zrozumieć miasto. I chociaż miałam na to tylko jeden dzień, udało się. Zawsze byłam przeciwniczką Ameryki a zwolenniczką i obrończynią kultury Wielkiej Brytanii. Jeden dzień w Nowym Yorku wystraczył, żeby mnie to miasto oczarowało. I wydaję mi się, że wrócę tam szybciej niż mi się wydaje.

DSC00639
DSC00643
DSC00664
DSC00670
Wsiadając do autokaru zbliżał się zachód słońca, wyjeżdzając z Manhatanu odwróciłam się i zobaczyłam panoramę Manhatanu i zachodzące w oddali słońce. Po dwóch godzinach dojechałyśmy do domu. Musiałam się szybko spakować i iść spać. O 3 nad ranem musiałyśmy wyjechać z domu, żeby zdąrzyć dojechać na lotnisko w Newark.  Czekał mnie kolejny lot w mojej podróży, tym razem do 5 godzin to San Francisco.
DSC00659
Advertisements