Dziewiętnasty i zarazem ostatni dzień mojej podróży spędziłam w pociągach, pokonując trasę z Bremen do Olkusza. Zajęło mi to dokładnie 13 godzin, jechałam czterema pociągami i odwiedzilam 5 dworców. Musiałam wstać o 4:30 żeby nie spóźnić się na pociąg. Ostani dzień miałam zaplanowany co do minuty jeszcze zanim wyjechałam z Londynu. Musiałam mieć pewność, że dojadę do Olkusza bo w sobotę szlam na wesele kumpla i nie mogłam się spóźnić lub wsiąść do następnego pociągu. 
 
Wyszłam z domu trochę po 5 nad ranem,  było jeszcze ciemno ale cały czas bardzo ciepło. Dla Niemców był to ostatni dzień przed weekendem a dla mnie ostatni dzień podróży. Czekając na przystanku na tramwaj, przyglądałam się ludziom stojącym w okół mnie i doszłam do wniosku, że nie ma znaczenia z jakiego kraju pochodzisz i ile zarabiasz: każdy oddał by wszystko za dodatkową godzinę snu. Na dworcu mijałam ludzi jadących do pracy, na wakacje, na lotnisko. Wsiadłam w pociąg do Hamburgu, w którym wszyscy smacznie spali. To była tylko godzina, nie mogłam zasnąć mimo, że spałam tylko kilka godzin. W Hamburgu miałam 30 minut na przesiadkę, poszłam do kawiarni na dworcu i dokupiłam do mojego prowiantu dwie świeże kanapki i dużą herbatę z mlekiem. Była to pierwsza herbata od wyjazdu z Anglii i to był znak, że to koniec ciepłych dni i chłodzenia się zimnymi napojami. Przede mną kilka miesięcy chłodu, deszczu a potem mrozu i śniegu.
 
                               
Pociąg relacji Hamburg- Wrocław Główny czekał na stacji a ja szukałam mojego wagonu. Oczywiście trafiłam do polskiego wagonu, starego open space i moje plany spania na 4 siedzeniach legły w gruzach. Miałam do dyspozycji dwa stare fotele i z każdego uśmiechał się do mnie Robert Lewandowski reklamujący tmobile. Zrobiłam sobie małą bazę, powiesilam mokry ręcznik, zwinęłam bluzę w kulkę, złożyłam nogi do pozycji embrionalnej i poszłam spać. Udało mi się przespać kilka godzin i nawet nie przeszkadzali mi Niemcy, ktorzy co chwilę szukali swojego miejsca. Co z tego, że pół wagonu wolnych miejsc- Niemiec ma numerek i musi usiąść na swoim miejscu. Po przebudzeniu zaczęłam kręcić przeróżne pociągowe ujęcia do mojego filmu. Czytałam na zmianę dwie książki, prostowalam nogi, wyglądałam przez okno a po przekroczeniu granicy dostałam szału i chciałam wysiadać.
 
Mój bilet InterRail był ważny w całej Europie oprócz Polski dlatego na odcinek w Polsce musiałam kupić bilet. Pan Konduktor w bardzo niegrzeczny i nieprzyjemny sposób zaczął mnie uświadamiać, że mam zły bilet, że pierwszą stacją w Polsce są Zasieki, żę jestem oszustką i mam płacić karę. Nie wytrzymałam nerwowo i zaczęłam płakać bez żadnego komentarza. Jeździłam przez trzy tygodnie po rożnych krajach, różnymi pociągami, spotkałam przeróżnych konduktortów i akurat ten typ w Polsce musiał przypomnieć mi dlaczego nie chciałam wracać. Zapłaciłam karę i zadowolony koleś odszedł a ja płakałam jeszcze z 30 minut.
 
                       
We Wrocławiu czekała na mnie kolejna “niespodzianka”. Poszłam do kiosku po polską prasę, coś do picia i jedzenia. Podaję pani kartę a ona mi mowi, że terminal powiedział jej, że ma zatrzymać moją kartę. Wywaliłam oczy i pytam dlaczego. Pani nie wiedziała dlaczego, powiedziała ze takie są procedury i dla mojego bezpieczeństwa musi zatrzymać kartę a ja mam zadzwonić na infolinię. Recę mi opadły, zrobiłam sie czerwona z nerwów i zapytałam stanowczo w jaki sposób mam być bezpieczna bez pieniędzy i dostępu do konta w piątek o 16 gdy za 10 minut mam pociąg do Katowic. Pani zawołała szefową, ludzie w kolejce za mną stanęli w mojej obronie. Na nic zdały się moje tłumaczenia, że nie mieszkam w Polsce, nie mam telefonu i to są moje jedyne PLNy. Szefowa chyba zrozumiała, że sytuacja jest co najmniej dziwna. Złapała za telefon i zadzownila na infolinię. Tam dowiedziałam się, że w grudniu moja karta została zgłoszona jako kradziona i została zablokowana. Dobrze, że miałam angielską.
 
 

W pociągu do Katowic siedział ze mną w przedziale emerytowany kolejarz, który zjeździł całą Europę pociągami. Opowiadał mi jak to było podróżować i przede wszystkim planować bez internetu, komórek ale za to ze stałym dostępem do biblioteki. W Katowicach kupiłam bilet do Olkusza na pociąg, który odjeżdżał szybciej niż myślałam. Bilet kosztował całe 6 złotych dzięki czemu zostało mi jeszcze dwa. Pani w okienku dała mi karte sim z dostępem do internetu i to chyba było wszystko czego było mi trzeb na koniec dnia. Odnalazłam peron numer dwa, weszłam po schodach i moim oczom ukazał się on: stary osobowy skład, którym jak byłam mała, jeździłam do babci do Tychów a w licuem do Katowic i Sosnowca. Nie zmieniło się kompletnie nic. Kilka starych wagonów całych w grafitii a w środku kilka panowie zmęczeni po pracy popijający wódeczkę i wznoszący toasty co 15 minut. Pociag dojechał do Olkusza punktualnie a na peronie czekała na mnie siostra. W domu za to czekali rodzice i bigos, pasztet i cała masa polskich smakołyków. Home sweet home. 

 
                             
                             

 

Advertisements