Po czterech godzinach snu budzik zadzwonił o 6 rano. Było bardzo ciemno więc pomyślałam, że to jakaś pomyłka i poszłam spać dalej. Niestety, budzik zadzwonił po 10 minutach i to już nie była pomyłka tylko ostatnia szansa żeby wstać i wyrobić się na czas. Szybki prysznic, pakowanie plecaka od nowa (wszystkie ubrania czyste i pachnące!) i wyjście z domu na autobus na lotnisko. Akurat jak szliśmy na przystanek to wschodziło słońce. Sam śmiał się, że chciałam zobaczyć wschód słońca to mam.  Zjedliśmy szybkie śniadanie na lotnisku i przespaliśmy cały lot, co nawet było mi na rękę bo brak snu coraz częściej dawał o sobie znać.  

Na dworcu w Brukseli Sam zostawił bagaż w przechowalni i poszliśmy szukać knajpy, którąwybrał na spotkanie z Eline. Knajpa nazywa się Delirium’ i ma w ofercie ponad 4000 rodzajów piw. Ciężko było zdecydować, które wybrać. Elina przyszła punktualnie o 15.00, posiedzieliśmy chwilę przy piwie i musieliśmy się zbierać  z powrotem na stację , ponieważ pociąg do Hassen odjeżdżał po 16.00 . Sam odprowadził i przy okazji Eline wyjaśniła mu jak dostać się na dworzec z którego wieczorem miał Eurostar do Londynu. Dokładnie po dwóch tygodniach wspólnego podróżowania z moim australijskim towarzyszem nadszedł czas pożegnania. Sam musiał już wracać do Londynu, bo za dwa dni zaczynał się rok szkolny w jego szkole i musiał się przygotować a ja kontynuowałam moja podróż do Polski.
 
                             

 

Wsiadłam Eline do pociągu, potem miałyśmy przesiadkę w Hassen i stamtąd podjechałyśmy autobusem do jej rodzinnej miejscowości. Było już dosyć późno i przede wszystkim chłodno. Nie było mrozów ale różnica temperatur z 36 do 18 była odczuwalna:) zostawiłyśmy bagaże i pojechałyśmy szukać Frituur ,bo będąc w Belgii tylko frytki wchodziły w grę jeśli chodzi o kolację. Wzięłyśmy frytki na wynos z przeróżnymi sosnami, zapiekanymi kiełbaskami i mięsem. W domu miałyśmy niezłą ucztę, jadłyśmy chyba z 45 minut.
 
 
                            


Po naszej “uroczystej kolacji” Eline zostawiła mnie sama w domu i pojechała do jej dziadków, którzy obchodzili 50 lecie ślubu. Ja wreszcie po 2 tygodniach miałam czas dla siebie. Cisza i spokój. Nie wiedziałam, że kiedyś będzie mi tego brakować. Po dwóch godzinach Eline wróciła z ciastem od babci, zeszłyśmy do piwnicy po piwo i moim oczom ukazał się cały regał rożnych rodzajów piwa. Wybrałam jasne a w kuchni Eline dała mi specjalną szklankę do wybranego przeze mnie piwa. Opowiedziałam jej , jak do tej pory przebiegała podróż, pokazałam zdjęcia a gdy wrócili jej rodzice z bratem siedzieliśmy do północy i rozmawialiśmy o wszystkimi. Najbardziej śmialiśmy się z Putina i kryzysu owocowego: Rosja nie chce polskich jabłek i belgijskich gruszek. Mogliśmy jeszcze długo rozmawiać ale rano musieliśmy wcześnie wstać a ja chciałam położyć się spać chociaż raz przed 3 w nocy.

Rano mama Eline przygotowała pyszne śniadanie i było to śniadanie, którego nie jadłam od ponad roku od kiedy wyjechałam z Polski: dobry chleb, pyszna herbata, wędlina i ser. Niby nic wielkiego ale dla mnie to było królewskie śniadanie. Ponieważ za  pół godziny trzeba było wyjechać z domu, wiec szybko poszłyśmy do ogrodu, w którym zakochałam się odpierwszego spojrzenia. Zielono, rześkie powietrze, pełno owoców, grzybów, kury, dwa koty i na końcu kucyk! Zerwałyśmy trochę jabłek, nakarmiłyśmy kucyka chlebem. Oczywiście ja byłam tak podekscytowana e zapomniałam o płocie elektrycznym i pokopał mnie prąd…
Pierwszym przystankiem na naszej trasie było Tienen ,gdzie teraz mieszka Eline i remontuje poddasze w domu swojego chłopaka. Niestety,Vincent był w pracy i nie udało mi się z nim spotkać. Mama Eline z bratem zabrali się za malowanie ścian a my poszłyśmy przejść się po miasteczku. Następnie  udałyśmy się pociagiem do Leuven w którym Eline mieszkała przez 5 lat podczas studiów.
 
                              

 

Leuven bardzo przypominało mi Kraków pewnie dlatego, że to miasto studenckie i pełno w nim studentów i miejsc dla młodych ludzi. Miasto bardzo kolorowe, przyjemne i czyste. Przeszliśmy się po centrum, Eline pokazała mi swoje ulubione miejsca i kilka punktów turystycznych. Wzięła mnie też na lunch to rewelacyjnej knajpy z bardzo dobrym i tanim jedzeniem. Było bardzo ciepło wiec siedziałyśmy na dworze. Na koniec kupiłam pocztówki i w drodze na dworzec poszłyśmy jeszcze na lody. Nie jadłam czekolady to kupiłam lody czekoladowe:) Dokładnie po 24 godzinach od spotkania z Eline przyszedł czas się pożegnać. Ja wsiadłam do pociągu w kierunki Holandii a Eline wróciła do Tienen pomóc malować.
W drodze do Holandii musiałam przesiadać się kilka razy i pierwszy raz udało mi się zasnąć w pociągu. Myślałam, że spałam z 4godziny ,bo byłam bardzo zmęczona ale po spojrzeniu na zegarek okazało się, że to tylko 25 minut. Do Holandii dojechałam przed 21 gdzie na dworcu w Leeuwarden czekała na mnie Ilse.
Advertisements