Tak jak się umawialiśmy, Philip czekał na mnie na dworcu. Nie miałam najmniejszych problemów ze znalezieniem go, bo Philip ma 2m wzrostu. Od razu przeszliśmy w stronę rzeki a po drodze Philip pokazał mi najważniejsze miejsca w centrum. Bremen to bardzo piękne miasto, najbardziej spodobała mi się architektura no i pogoda, która mnie nie zawiodła ani razu.
 
Przy rzece w Bremen jest pełno fajnych knajp, wybraliśmy tę najbliżej wody i zaczęliśmy nadrabiać zaległości. Philip będzie się teraz bronił, też będzie nauczycielem tak jak ja.Opowiedziałam mu o mojej podróży i o planach na przyszłość. Philip zaproponował grilla u niego w mieszkaniu, uprzedził swojego współlokatora, że przyjdę z nim i że trzeba będzie mówić po angielsku. Podjechaliśmy do sklepu, ja tramwajem a Philip rowerem, Philip kupił: kiełbasy, steki, kapustę, tztatziki, chleb czosnkowy i lokalne piwo. Prawdziwy niemiecki posiłek. W Anglii przestałam jeść mięso ale tej uczty nie mogłam i nie chciałam sobie odmówić. 
 
Philip mieszka w domu, który podzielony jest na 4 mieszkania. On i jego dwójka współlokatorów mieszkają na parterze i z pokoju Philipa wychodzi się do ogrodu. Klemens, współlokator Philipa, przygotował grilla więc w 20 minut wszystko było gotowe. Był to mój pierwszy grill chyba od roku bo w Anglii ani razu nie robiłam grilla. Jadłam wszystko co było mi podawane na talerz, najbardziej smakowała mi kapusta. Nie jadłam kapusty ponad rok i ta była najlepsza, jaką mogłam sobie wymarzyć.  Po naszej uroczystej kolacji na stół wjechały małe buteleczki lokalnego piwa. Siedzieliśmy do 23.00 rozmawiając o wszystkim. Ustaliliśmy, że musimy się spotkać w trójkę, jeszcze z Tristanem (Francuz, który mieszkał ze mną w Krakowie i był na wymianie wtedy, co Philip). Oni już się już parę razy widzieli, ja niestety, co jestem we Francji to Tristana nie ma. Ale plan jest, żeby spotkać się razem i to jak najszybciej. Stwierdziliśmy zgodnie z Philpem, że chętnie odwiedzimy Tristana w Paryżu.
 
Przed snem spisałam adres Philipa i poprosiłam, żeby podpisał się na widokówce do mojego domu (starałam się wysyłać kartki do domu z każdego miasta, które odwiedziłam). Philip uczył się polskiego i napisał wiadomość po polsku. Padłam. Napisał też specjalne życzenia dla mojej mamy, do dzisiaj pamięta o roladach, które zrobiła moja mama a ja zostawiłam mu kilka, żeby się poczęstował. Zapadły mu w pamięć  jak widać.
 
Musieliśmy się pożegnać przed snem bo ja musiałam wstać o 4:30 żeby zdążyć na pociąg o 5:55. Byłam w Bremen mniej niż 12 godzin ale ten czas spędziłam bardzo miło.
Nie widzieliśmy się dokładnie dwa lata a rozmawiało nam się jakbyśmy widzieli się wczoraj. Tym razem nie będziemy czekać tak długo ze spotkaniem. Na pewno.
Advertisements