Pierwszego dnia wyjechałam z Londynu przez Lille i Paryż, zeby dojechac do Irun pierwszego hiszpańskiego miasta za granicą z Francja. Z Samem umowiona sie w San Sebastián ponieważ łatwiej mu było dojechac z Biarritz we Feancji. Sam podróżował po południowej Francji od początku września wiec nasz kontakt był znikomy i utrudniony: on w podrozy a ja przez 24h w pracy. Dzien przed moim wyjazdem kiedy usilowalam sie spakować Sam sie odezwał i mowi żebyśmy spotkali sie o 19 na dworcu. Powiedział ze muszę tam być bo on nie ma nic na karcie i może tylko odbierać wiadomosci. Powiedziałam, ze będę na bank, sprawdziłam połączenia i napisałam, ze w najgorszym wypadku będę o 20 bo takie mam połączenia. Nic trudnego prawda?

Po całym dniu w pociągu zajechalam do Irun. Pogoda coraz lepsza, ciepłe zachodzące słońce, czuć już klimat absolutnego luzu i sierpniowego hiszpańskiego lata. Ustawiam sie w kolejce ze y zapytać czy mogę wskoczyć do pociągu do San Sebastian bez rezerwacjibo to tylko 20 minut. Czekając w kolejce podchodzi do mnie koleś i pyta jak dojechac do Barcelony. Trochę mu pomoglam i wyszło, ze najlepiej wskoczyć do nocnego pociągu do Lizbony i w połowie drogi sie przesiąść. Koleś poszedł ja czekam dalej i po dosłownie 2 minutach zagaduje do mnie dziewczyna, która stała za mną i pyta jak dojechac do San Sebastian. Tez miałam jechać w tym samym kierunku i postanowiliśmy zaryzykować i razem pojechać bez rezerwacji. Sarah jest Szwajcarka i jechała do San Sebastian spotkać sie z kumplem i dalej mieli iść na pielgrzymkę do ….. Jadąc w pociągu i stojąc w korytarzu od słowa do słowa wyszło, ze tez robi interrail a jesien przyjeżdża do Krakowa na staż. Wychodząc ze stacji zaczęłam rozglądać sie za Samem. Nie ma w poczekalni, nie ma przed stacja, nie ma nigdzie. Napisałam SMS, ze jestem i czekam. W międzyczasie postanowiliśmy sie przejść po okolicy, kupiliśmy po San Miguel i czekaliśmy ma ławce przed stacja z pięknym widokiem na rzekę. Sarah umówila sie o 21 także bez problemu mogłyśmy poczekać razem. Cały czas pisałam SMS do Sama i nie mogłam zadzwonić bo on nie miał kasy zeby odebrać. W końcu napisałamu, ze jestem na miejscu i zeby poprosił kogoś o SMS do mnie bo ja nawet nie wiem czy przyjechał do San Sebastian. Cisza.
Sarah poszła szukać Mc Donald’s zeby połączyć sie z wifi a ja zostałam na ławce. Zbliża sie 21, ja nie mam ani adresu hostelu, ktory zabukowal Sam ani kontaktu z nim. Został mi tylko Sam Miguel. Zawsze to jakiś towarzysz. Zrobiło sie zimno i wysłałam SMS, ze jest zimno wracam na stacje i nie ruszam sie dopóki on sie nie pojawi. Czekając na stacji z nudów zaczęłam przeglądać pamiątki w sklepikach, gazety w kiosku a na końcu, gdy już wszystko obejrzałem, wzięłam sie za ulotki przy kasie. Przeglądam, oglądam i nagle wywaililam oczy i zaklnelam siarczyście w duszy. Przede mną była mapa z zaznaczonymi dwoma stacji kolejowymi w San Sebastian. Tak. DWOMA!
Wyciągnęłam szybko telefon i pisze SMS, ze są dwie stacje i biegne sprawdzić czy jest na drugiej i jeśli jest to zeby sie nie ruszał. Po 15 minutach odbiegam to stacje i patrzę, ze siedzi sierota i czeka. Przyjechał do San Sebastian już o 15 i czekał 6 godzin. Nawet podjął próbę znalezienia hostelu ale nie umiał odszyfrowac adresu. Powiedział, ze znalazł ulice ale nie wie ktory wcisnąć guzik bo to jest zakręcone. Dumna jak paw powiedziałam “vamos!” w końcu znam hiszpański i ogarniam adresy.
Niestety po 20 minutach błądzenia i dzwonienia do wszystkich możliwych kamienic, które moglby być hostelem postanowiliśmy iść do Maca, połączyć sie z wifi i sprawdzić adres. Okazało sie, ze adres ktory miał na kartce Sam jest z jakiegoś powodu inny niż ten, ktory widnieje na rezerwacji. Zaczęłam wchodzić do sklepów i pytać lokalnych gdzie co i jak. Babeczka z piekarni wyszła ze mną przed sklep i machając rękoma raz w prawo raz w lewo próbuje wytłumaczyć gdzie iść. Jak to hiszpańska robiła to wyjątkowo głośno i po chwili była nas już konkretna grupka, która modląc sie na moja mapą tłumaczyła gdzieś iść. W końcu starsza hiszpanka powiedziała, ze nas zaprowadzi. Doszliśmy w ostatniej chwili przed 23 zeby sie zameldować.
                               

 

Pokój dzielilismy z dwoma dziewczynami z Australii, w kuchni były kolejne dziewczyny z Australii i wtedy jeszcze nie przeczuwalam, ze na mojej drodze bedą sami Aussies. Nie dość, ze podróżuje z jednym i mam go 24/7 na wyłączność to na każdej drodze nowopoznana osoba to albo Aussie albo Kiwi (Nowa Zelandia). Posiedzielismy trochę z dziewczynami i poszliśmy na miasto coś zjeść. Trafiliśmy do baru Tapas i zaczęliśmy popijać cañas (małe hiszpańskie piwka) i zagryzać tapas. W miedzy jedna tapas a drugą cañą zaglądał do nas Portugalczyk, który tak jak my mieszka w Londynie. Podpowiadał nam o Porto, polecił co zjeść i zobaczyć w Portugalii, wypilismy bo jednej cañi i musieliśmy sie pożegnać bo ja bardzo chciałam iść na plaże. Błądząc po starym mieście miedzy uliczkami, które wyglądają tak samo (szczególnie w nocy) obejrzeliśmy wszystkie możliwe zabytki i po 30 minutach doszliśmy na plaże. Pięknie oświetlona plaża, port i promenada. Było trochę chłodno i jak na złość padał deszcz. Deszcze mi nie straszne, mieszkam w Anglii to wchodzę do wody. Najpierw paluszki, potem stopki a to może po kolana bo woda tak przyjemnie ciepła. Podwonelam szorty najwyżej jak sie da ale przyszła z nienacka złośliwa bestia i tak mi skoczyła dupę ze nie życzę nikomu wracać do hostelu o 3 w nocy mokrych dzinsowych szortach.
                                  

 

Dopiero rano zaczęliśmy sie zastanawiać gdzie jechać czy może zostać w San Sebastian. Ceny i pogoda przegrały z Barcelona. Mieliśmy trzy godziny do pociągu, poszliśmy na śniadanie do knajpy z internetem zabukowal hostel w Barcelonie. Zdecydowaliśmy zostać dwa dni zeby mieć jedna noc na imprezę i jeden pełen dzien na zwiedzanie. Kupiliśmy dużo świeżych owoców od chłopa na straganie, dwie butelki wody i w drogę na plaże poczekać na pociag. Było pochmurno ale o wiele bardziej przyjemniej było spędzić czas na płazy czekając na pociag niż na obskurnym dworcu.  Pociag do Barcelony odjechać przed 16 i czekało nas 5 godzin w trasie. W drodze do Barcelony spędziłam kilka godzin stojąc w korytarzu robiąc zdjęcia bo krajobraz zmieniał sie z minuty na minutę. Cały czas robię zdjęcia widoków z pociągu i na koniec wyrzucę wszystkie do jednego posta.
                      
                      
                       
San Sebastian to ładne miasteczko ale bardzo drogie i turystyczne. Warto sie tam zatrzymać i przejść sie po mieście ale zeby jechać tam specjalnie i spędzić kilka dni to chyba nie jest najlepszy pomysł. 
Advertisements