Zaczęła się moja powrotna podróż do domu. Minęło dokładnie 13 miesięcy od mojejgo wyjazdu z Krakowa. Pamietam ze szczegółami jak wyjeżdżalam z Krakowa na samolot z Warszawy do Londynu (nawet taka prosta trasa usiadła być zakrecona). Miałam tyle planów, tyle postanowień i po cichu wierzyłam ze mi sie uda wszystko zrobić. Musiałam mocno w to wierzyć bo plan spełniłam nie w 100% a w 200%. Zalozylam sobie plan idealny: praca w summer school, potem chciałam sie zaczepić w ICS na cały rok a na koniec zrobic kolejny raz summer school, odłożyć pieniądze i wrócić do Polski. Oczywiście w połowie wyjazdu biłam sie z myślami, że może warto zostać, może to jest to.. po pewnym czasie skończył sie rok szkolny, zaczęła sie szkoła letnia i uświadomiłam sobie, że wszystko, co założyłam sie udało wiec trzeba ruszać dalej. Mam wiele planów związanych ze zdobytym w Anglii doświadczeniem i nie ma co tracić czasu. Skoro miałam plan to trzeba sie go trzymać inaczej mogłabym zostać w Anglii na jeszcze jeden rok a potem na jeszcze jeden…Do Anglii zawsze mogę wrócić bo tutaj jest mój dom i zawsze będzie ale póki jestem młoda chce spróbować innych rzeczy.
Szkola letnia w Ascot skonczyla sie w piątek 15 sierpnia a rok szkolny w Polsce zaczyna sie 1 września. Wprawdzie pracy jeszcze nie mam (ale coś mi mówi że sie uda) postanowiłam zrobic sobie wakacje i wyjechać w podróż po Europie. W końcu nie po to oszczedzalam wszystkie monety £1 i £2 zeby nie zainwestować je w podróż.  Popatrzyłem na mapę, zajrzałem do portfela i skarbonki, sprawdziłam kalendarz, pokiwalam głowa i odpowiedz była jasna: wrócę do Polski pociągiem a po drodze odwiedzę wszystkich znajomych, których mam porozrzucanych po Europie.
                         
Tak wyglądało oficjalne podliczanie monet ze skarbonki: £252 po roku oszczędzania!!

 

Za taka formą wyprawy przemawialo jeszcze kilka innych rzecz. Przez ostatni rok regularnie, najpierw co sześć a potem co cztery tygodnie, musiałam latać do Krakowa, zeby zobaczyc sie z ortodonta. Jedno lub kilkudniowe wycieczki do Polski bardzo mnie zmęczyły i na jakiś czas mam po prostu dosyć latania na trasie Londyn-Krakow/ Warszawa. Mam wielu znajomych w rożnych częściach Europy i cieżko sie z nimi regularnie spotykać a tak będzie okazja spotkać sie ze wszystkimi za jednym zamachem. Jadąc trochę pokrętną drogą do domu będę miała czas, żeby oswoić sie z tym, że Londyn sie skończył i trzeba zacząć nowy etap. Wysłałam trzy paczki (po 30kg każda) do Olkusza i zostawiłam sobie tylko najpotrzebniejsze rzeczy na trzytygodniową podróż. Nastawiam się na słońce i wysokie temperatury, zabieram tylko ubrania w których chodzę jak jest +25C. I chyba najważniejsza rzecz: już mnie nosiło od jakiegoś czasu, żeby gdzieś pojechać, zrobić coś nowego. Przegladalam mapy, podpytywalam ludzi (wierzcie mi na slowo, ze pracując w międzynarodowym środowisku a tymbardziej szkole, tematów do rozmów nigdy nie brakuje i zawsze ktos chętnie opowie o swoim kraju) i stwierdziłam, należy mi sie coś od życia ma zakończenie mojego pobytu na wyspie. Po prostu powrót bezposrednio do Polski byłby najzwyczajniej nudny. I nie w moim stylu.
W miarę coraz bardziej intensywnych przygotowań do wyjazdu moi znajomi zaczęli mnie podpytywac dlaczego ciagle chodzę z mapa, co tak sprawdzam w internecie każdego dnia po kilka godzin i od słowa do słowa ktos zaproponował nocleg, ktos ze chętnie sie spotka, ktos polecił ciekawe miejsca i tak poszło. Okazało sie tez ze kumpel z pracy (zaczęliśmy pracować w ICS w tym samym tygodniu we wrześniu i razem skończyliśmy w czerwcu) cały sierpień podróżuje po Francji a pod koniec planuje przejazd do Hiszpani. Od słowa do słowa i pierwsza cześć trasy pokonamy razem. Dla mnie lepiej bo nie będę sama a dla niego, ze jestem ja bo jestem z Europy i dobrze znam nasz kontynent, rozumiem a jak trzeba to mowię po hiszpańsku i najważniejsze nie narzekam o jestem bardzo luźna jeżeli chodzi o planowanie. Nie potrzebuje marmurów i złotych klamek żeby sie gdzieś zatrzymać. Sam jest z Australii wiec podróżowanie mu nie straszne. W Belgi odwiedzę Eline, dziewczynę z która była stażystka i z która bardzo sie zaprzyjaźnilam. Zatrzymam się w Brukseli albo w jej rodzinnym domu w Leuven. Z Belgii przejadę do Holandii, gdzie prowdopodnie wpadne do Amsterdamu i na pewno pojadę na północ do Leevarden do Ilse, koleżanki którą poznałam w Ascot i pracowałysmy razem dwa sezony. Mamy w planach podjechać do Gronigen odwiedzić Sjorsa, ktory był naszym (a moim w tym roku) Centre Managerem w Ascot. Sjors jest Holendrem, który od dwóch lat mieszka w Australii ze swoją narzeczoną ale w tym roku przyjechał do pracy w Ascot. Zanim wróci do Australii pod koniec września posiedzi jeszcze w Europie i od słowa do słowa umówiliśmy spotkanie naszej trójki. Z Holandii przejadę do Bremen odwiedzić Philipa, ktory mieszkał ze mną w Krakowie jak był na Erazmusie. Nie widzieliśmy sie dwa lata także takiej okazji nie mogę zmarnować. Do Polski wracam 5 września…wyjeżdżam z Bremen o 6 rano a do Olkusza zajadę o 21. Założyłam ze podczas tej podróży będę korzystała tylko z pociągów i  nawet ostatni odcinek pokonam pociągiem. Coś przeczuwam, ze trasa Katowice-Olkusz (45km), która osobówka pokonuje w 95minut, będzie hitem. Bilet mam wprawdzie na 22dni ale zostałam zaproszona na wesle 6 września także prosto z podróży wpadam na zabawę. Już sie nawet śmiałam z Panem Młodym (Młody to o Tobie), ze okazji do kotleta i polskich specjałów byłoby grzechem odmówić:)
I tak wlasnie wyglada historia przygotowań do mojej podróży. Ktos może powiedzieć “puknij sie w czoło kobito i siedź na dupie i nie szalej” ale ja wole mieć masę wspomnień i nowych znajomych niż obitą głowę bo musiałabym sobie nieźle przyłożyć, zeby wybić sobie moje pomysły z głowy.
                          
Mój plecaczek i torba “Dzień dobry” w oczekiwaniu na metro na London St Pancrass

 

Interrail robię już po raz piąty i na pewno nie ostatni.
Advertisements