Tower Bridge to moje ulubione miejsce w Londynie. Ma w sobie to coś, mogę patrzeć na niego godzinami i nie wierzyć, że go widzę a jak się odwrócę to nie wierze, że jest tuż za moimi plecami.

Często wybieram się na spacer wzdłuż Tamizy i punktem programu jest właśnie Tower Bridge.
Pierwszy raz przyjechałam do Londynu w 2006 i ile razy byłam przy moście to nigdy nie udało mi się zobaczyć jak się otwiera. Po kilku latach zaczęłam wątpić w to, że w ogole go otwierają.

I nagle w niedzielę gdy spacerowałam z Seanem (u którego byłam rok temu w Irlandii) odchodząc już od mostu zobaczyłam, że wszyscy ludzie jakoś dziwnie przyklejeni są do balustrady i na coś czekają. Odwróciłam się, żeby sprawdzić co się dzieję i moim oczom ukazał się najpieknijeszy moment: most zaczął się otwierać, po chwili przepłynął statek i most został zamknięty. Zaczęłam krzyczeć, skakać, kazałam sobie robić zdjęcia, po chwili wyciągnęłam swój aparat, odepchnęłam ludzi i dorwałam się do najlepszego punktu do robienie zdjęć. Moje szczęście trwało 8 minut ale do dzisiaj na samą myśl się uśmiecham. I to jest jeden z wielu punktów, które mówią mi, że mój czas w Londynie powoli dobiega końca  i czas wracać do Polski.
Teraz mogę wracać w każdej chwili 🙂

20140802_165000

Advertisements