Białe klify na południu Anglii to miejsce, do którego zawsze chętnie wracam i nigdy mi się nie nudzą. W ciągu dwóch godzin przenoszę się z Londynu, w którym ludzie nieustannie gdzieś biegną, liczą, bawią się, zwiedzają i ciągle coś robią bo przecież to miasto ma tyle rzeczy do zaoferowania, każdy chcę skorzystać ze wszystkiego. Przenoszę się do miejsca, które może się wydawać, oprócz pięknych widoków nie ma nic do zaoferowania.
Mnie kojarzy się z domem, bo żeby dojść na klify muszę przejść przez trawiasto-krzewiaste tereny otoczone zwykłymi drzewami. Pusta, stara angielka wieś. Owce, krowy, kilka lisów i idealnie wy pielęgnowane ogródki, które Polacy widzieli na filmach w latach 90 tych. Życie toczy się wolniej, tak normalnie. Rano śniadanie, drobne prace w ogródku, spacer z psem, rozmowa z sąsiadem. Autobus jedzie dwa razy na godzinę, w sezonie wypełniony turystami, którzy jadą do Seven Sisters bo tak wskazał przewodnik. Poza sezonem autobusy pustawe, przewożą mieszkańców z jednej wioski do drugiej. Po zakupy, do lekarza, na pocztę. W autobusie przede wszystkim spotykamy starszych, zadbanych Anglików. Nienagannie ubrani, serdeczni, nigdzie im się nie spieszy bo są już na emeryturze. Miasteczka w południowej Anglii, nad samym morzem to miejsce, gdzie starsi ludzie przenoszą się na starość. Może dlatego, że z założenia nigdzie im się nie spieszy, każdy kto trafia do jednego z tych miasteczek nagle zwalnia.Wysiadam z autobusu w East Dean i kieruję się w stronę klifów. Przejście do Birling Gap zajmuje mi 20 minut.
Na miejscu od zawsze dwa budynki. W tym po prawej stronie kawiarnia, tuż nad samym urwiskiem, po przeciwnej strony dom, który po powodziach i ulewach w styczniu, zawalił się razem z klifem  i ze względu bezpieczeństwa cześć domu musiała zostać zburzona. Są też schody, które prowadzą na plażę. Można w ciągu kilku sekund zejść na kamienistą plażę, stanąć po klifem, spojrzeć w górę i zastanawiać się czy się zwali czy nie.
Byłam w tym miejscu wiele razy, w różnych porach roku ale dopiero teraz udało mi się dojechać tam o zachodzi słońca. Wiedziałam, że to będzie piękny widok ale takiego widoku na koniec dnia się nie spodziewałam. Obiecywałam Eline, że zanim wróci do Belgii a ja wyjadę do Ascot, zabiorę ją na klify. Jedynym terminem, które nam pasował była niedziela. Kończyłam prace lekko po 1, planowo miałyśmy dojechać na miejsce po 3 i wracać przed do Londynu wieczorem żeby zobaczyć zachód słońca. Udało się wszystko według planu. Klasycznie zamoczyłam stopy w morzu a woda wcale nie była taka zimna. Na początku słońce było za chmurami ale pod koniec dnia chmury zniknęło a słońce spełniło swoje zadanie. Zachwycałam się z Eline zachodzącym słońcem jakbyśmy nigdy nie widziały zachodu nad morzem.. między jednym piskiem z zachwytu a drugim, kolega z Afryki Południowej powiedział, że każdy przed śmiercią musi zobaczyć zachód słońca w Afryce. I tym sposobem wpisałam kolejną rzecz na moją listę rzeczy do zrobienia.
Jeśli nie wybieracie się do Afryki to zapewniam, że białe klify o zachodzie słońca też powinien zobaczyć każdy.  Jeśli mi nie wierzycie to zobaczcie zdjęcia..

IMG_0819 White Cliffs June 2014 118 White Cliffs June 2014 213-2
White Cliffs June 2014 155-2elineWhite Cliffs June 2014 154-2White Cliffs June 2014 151-2White Cliffs June 2014 163-2White Cliffs June 2014 190-2IMG_0916IMG_0925White Cliffs June 2014 200-2White Cliffs June 2014 219-2White Cliffs June 2014 232-2White Cliffs June 2014 240-2IMG_1026 IMG_1027

Advertisements