John Newman na żywo w Londynie? No tak, mnie też ciężko było uwierzyć, że się udało. Ale od początku.
W pracy mam koleżankę z Belgii, której udało się dostać bilety na grudniowy koncert w Shepard’s Bush. Też (bardzo) chciałam iść ale bilety były wyprzedane już we wrześniu. Eline poszła ze swoim chłopakiem, który stwierdził, że to był najnudniejszy koncert w jego życiu. No cóż.. Umówiłyśmy się, że następny razem pójdziemy razem i udało się szybciej niż planowałyśmy.
Eline trafiła na konkurs na Facebooku, w którym można było wygrać bilety na koncert Johna Newmana organizowany przez HP. Wystarczyło wysłać swoje zgłoszenie i czekać na odpowiedź, która przyszła wieczorem na maila Eline a ja dostałam sms “mamy 4 bilety!”. Ponieważ bilety były cztery, nas było dwie więc padło na zaproszenie Renato od nas z pracy. I takim sposobem poszliśmy na godzinny koncert Johna Newmana w Cafe de Paris w Londynie.
Koncert krótki (a szkoda) i bardzo kameralny. Prawie jak prywatna audiencja 🙂 O 22 było już po wszystkim, ludzie w 5 minut opuścili sale a DJ zaczął grać jakieś radiowe przeboje żeby umilić panom od sprzętu chowanie kabli i instrumentów. Nam nie chciało się iść do domu i zachęcone wypitymi już drinkami (na koszt HP oczywiście) zaczęłyśmy sobie pląsać z nóżki na nóżkę na parkiecie. Po cichu liczyłyśmy, że John wyjdzie do nas ale jedynymi osobami, które były nami zainteresowane byli ochroniarze. Muzyka przestała grać o 22:30 i kazano nam opuścić parkiet. Przy wyjściu stwierdziłam, że skoro nie ma Johna na żywo to chociaż będę miała zdjęcie z papierowym. Starając się zapozować jak najlepiej jak umiałam i nie przewrócić się (cały dzień na szpilkach, żeby mnie wpuścili bo zapomniałam z domu ID!) Eline krzyknęła “JOHN!”. Okazało się, że wyszedł jak na sali było chyba około 10 osób. Ochroniarz krzyknął “last photo!” i zrobił je nam 🙂 A to, że nie umiał robić zdjęć iPadem oznacza, że zamiast jednego mam 10..

photo 2photo 4photo 5photo 3

Advertisements