Do Londynu przyszła wiosna na dobre a są nawet dni kiedy wydaje mi się, że jest już lato bo widzę ludzi chodzących w zwiewnych T-shirtach i japonkach, popijających lemoniadę z lodem. Na moje japonki przyjdzie jeszcze czas a i lemoniadę sobie odpuściłam bo jednak to trochę za wcześnie na letnie ekscesy.
Pogoda zachęca do tego, żeby wyjść z domu więc cały czas wyszukuje ciekawych opcji spędzenia czasu na świeżym powietrzu. Tydzień temu pojechałam w sobotę na klify i nad morze, dlatego niedzielę chciałam spędzić w Londynie i nie zmęczyć się za bardzo. Padło na Columbia Road i targ kwiatowy, który odbywa się tylko w niedzielę.
Columbia Rd to krótka i wąska uliczka z niskimi, małymi domkami, która raz w tygodniu zamienia się w tętniący życiem targ uliczny pełen kwiatów i sadzonek. Wszelkiego rodzaju targi, stragany i miejsca, gdzie sprzedaję się rzeczy i jedzenie na ulicy są moimi ulubionymi miejscami. Zawsze jak jestem w nowym miejscu do idę na targ bo tak naprawdę tam można poznać jacy są mieszkańcy, co jedzą, co oferuje ich kraj.

Sprzedawcy rozkładają swoje stragany już o 4 rano i kończą pracę ok 2 popołudniu, dlatego trzeba przyjść w miarę wcześnie żeby załapać się na najciekawsze atrakcje, które oferuje Columbia Road i przyciąga co niedziele całe tłumy ludzi i turystów. Jest to bardzo stary (pond stuletni) targ i jest się blisko Brick Lane dlatego można powiedzieć, że znajduje się na szlaku “modnego Londynu”. Od strony Brick Lane wystarczy podążać za tłumem ludzi a znakiem, że jesteśmy na blisko będą ludzie idąc w z naprzeciwka niosący reklamówki kwiatów i donice z sadzonkami. Ja trafiłam na panią z palmą.

Columbia Rd jest wąska uliczką, do tego dochodzą jeszcze stragany i kwiaty poukładane na ulicy przejście przez całą ulice to niezłe wyzwanie. Zasada lewej strony nie działa, ludzie stoją z prawe i lewej strony przyklejeni do straganów próbując coś kupić, a środkiem ulicy pomiędzy ludźmi i straganami jeszcze jeszcze sznur ludzie, którzy po prostu chcą przejść się o zobaczyć targ. Miejscami musiałam się zatrzymać na kilka minut i puścić tłum inaczej nie dałoby się ruszyć. Taka jest właśnie zaleta wszystkich targów a ten jest w dodatku celem turystycznym.
Najciekawsi dla mnie byli sprzedawcy. Krzyczeli, śpiewali, wołali, machali jednym słowem robili wszystko żeby zachęcić do zatrzymania się przy ich straganie i kupieniu od nich kwiatów. A to wszystko odbywało się między targowaniem się z jednym klientem, wydawaniem reszty drugiem i pakowanie towaru trzeciemu. Tym którzy zwrócili moją uwagę swoim wyglądem robiłam zdjęcia, nikt się nie protestował a nawet wykorzystali to jako okazję do nawiązania kontaktu i próby sprzedania kwiatów photo lady. Na koniec najważniejsza rzeczy, którą często spotykam w Londynie na targach: panuje tu niepisania zasada, że jeśli ulica to i muzyka. Na początku i na końcu ulicy były rozstawione dwie grupy, który grały i śpiewały na żywo. Miejscami było to trochę wkurzające bo ludzie się zatrzymywali żeby posłuchać muzyki przez co robił się jeszcze większy korek.

121
23Flower Market 190
456
Flower Market 192 78Flower Market 195
910
1113Flower Market 201 141516Flower Market 209

Advertisements