W dniu wielkiej wyprawy pobudka musiała być o 6 bo chcieliśmy złapać pierwszego busa o 7:40. Bus owszem był ale góral powiedział, że ma być 10 osób bo inaczej nie pojedzie wiec czekaliśmy aż zbierze się ekipa. Powoli dosiadali się nowi towarzysze wyjścia: trzy młode damy w dżinsach i pełnym makijażu, które chętnie wspominały imprezę poprzedniej nocy, kolejni to dwaj dojrzali mężczyźni, którzy jeden przed drugim dzielili się swoim górskim doświadczeniem i zgodnie twierdzili, że do Morskiego dojdą w 1,5h. Good luck with that…
Na parkingu na Palenicy tylko nasz bus i pustka. My mieliśmy plan iść w miarę żwawo i równym rytmem. Pierwsze ruszyły trzy młode damy, który pomknęły  niczym małe zwinnie kozice górskie. Znawcy gór ze swoim profesjonalnym sprzętem za grube złotówki też narzucili sobie niezłe tempo. A my mieliśmy swoje. Na początku trasy tylko tyle było osób w zasięgu wzroku. I koniec. Pustka. Nikogo więcej. Niemożliwe, przecież mama mówiła, że w sierpniu było 10 tys ludzi i tłoczno jak w dniu targowym.  Nasi ‘towarzysze’ szybko zniknęli nam z oczu i wcale nie było mi głupio, że idę wolniej. Szłam swoim równym tempem. Za Wodogrzmotami Mickiewicza jest punkt odpoczynkowo-kanapowych i tam nasze zguby się znalazły. Trzy młode damy rozsiadły się wygodnie i spożywały swój prowiant, kilka miejsc dalej swoje stanowisko kanapkowe rozłożyli znawcy gór. My się nie zatrzymywaliśmy tylko szliśmy dalej. Do końca drogi na Morskie Oko, na całej trasie nie było nikogo oprócz naszej dwójki. Nie mogłam uwierzyć w to, że chyba na najbardziej znanym szlaku w Polskich Tatrach nie ma ludzi. Prawdopodobnie powodem tej pustki był 22 grudnia, niedziela i dwa dni do wigilii.
Na Morskie Oko doszliśmy o 10:40 i widok był niesamowity. Było pusto. Nie było nikogo, góry, słońce powoli wychodzące zza gór i zamarznięta tafla jeziora. Warto było wstać wcześnie i warto było iść zimą, naprawdę polecam każdemu jeśli chcecie zobaczyć prawdziwe góry bez potoku turystów. Żeby nacieszyć oko górami obeszliśmy do połowy jezioro, kilka razy zapadłam się w śnieg po pas a na koniec wróciliśmy do schroniska na barszczyk i herbatę. Po 13 musieliśmy się zbierać, żeby zdarzyć na busa o 15 i na pociąg do Krakowa o 17. Po drodze mijały nas spore grupy turystów, minęliśmy też trzy młode damy, które dopiero dochodziło na Morsie Oko po 4 godzinach a dwóch znawców gór niestety nie było nigdzie widać. Do Zakopanego dojechaliśmy o 16 i została nam godzina, którą spędziliśmy w urokliwym barze mlecznym przy dworcu.
Mors 956Mors 961Mors 952Mors 1006Mors 1007Mors 1013Mors 1019Mors 1035Mors 1048Mors 1097Mors 1133-2
Advertisements