W Gdańsku byłam tylko trzy godziny ale i tak warto było przywitać się z Neptunem. Po przyjeździe do Gdańska zostawiłam bagaż w schowku na dworcu i pobiegłam na starówkę. Przeszłam się ulicą Mariacką, kupiłam magnesy ( to jest jedyna pamiątka, którą kupuje ale zawsze bardzo staranie wybieram, żeby kupić ten najlepszy!) Doszłam do Żurawia, trafiłam na mały kiermasz świąteczny, na którym był dwa renifery, mini teatrzyk dla dzieci z kukiełkami, budki z dekoracjami świątecznymi i miejscowe specjały kulinarne. Trafiłam do baru mlecznego Naptun na ulicy Długiej, Jedzenie tanie, pyszne a panie, które tam pracują bardzo sprawnie wydają posiłki i doradzają co z czym zjeść. Tego mi było trzeba po półrocznym jedzeniu w Anglii. Niestety rozładowała mi się bateria w aparacie i musiałam robić zdjęcia telefonem.

Gdańsk podobał mi się zawsze, uważam że ma niepowtarzalny klimat i nie ma znaczenia czy w lecie czy w zimie. Chociaż ja osobiście wolę jeździć poza sezonem, wtedy mogę poznać miasto naprawdę, bez sztucznych tłumów, turystycznych odpustów, których nie cierpię. Przypomina mi połączenia AmsterdamuMalmö, może to klimat Europy północnej a może takie moje luźne skojarzenie  bo lubię te dwa miasta?

Po trzech godzinach w Gdańsku czekała mnie 5 godzinna podróż TLK do Warszawy. Na szczęście udało mi się kupić książkę o tym jak tanio latać i prawie całą podróż zajęło mi jej przeczytanie. Kolejny polsko-świąteczny wyjazd był do Zakopanego i o tym będzie w następnym poście.

photo 2 photo 3 photo 4photo 3 photo 4photo 2photo 1 photo 5 photo 5IMG_20131215_150104
Advertisements