Przyjechałam do Sopotu w sobotę o 15. Dokładnie 24 godziny po wyjściu z pracy w piątek dojechałam do mojego celu. Pogoda pod psem, pusto, szaro, morko i zimno. Przywitanie się z morzem, spacer po molo, szybka rezygnacja z planów zwiedzania Sopotu. Poszłam na rybkę i piwo do Smaku Morza, siedziałam przy oknie, patrzyłam a raczej starałam się wypatrzeć horyzont ale była taka mgła że było widać jedynie piasek i wielkie szare pole. W połowie piwa czułam się jakbym wypiła przynajmniej pięć. Takie są skutki braku jedzenia, braku snu i podróżowania przez 24 godziny.
Poszłam do mojej kwatery i skończyło się na spaniu. Nawet Telewizja Polska mnie nie zachęciła, żeby zostać wśród żywych. Przed pójściem spać sprawdziłam tylko pogodę na niedzielę i okazało się, że ma być o wiele lepsza pogoda. I była.

Mors 575

W niedziele miałam pociąg do Warszawy o 15 z Gdańska dlatego w tej połówce dnia chciałam zobaczyć morze i trochę Gdańska. Udało się wszystko zrobić. Wschód słońca był przed 8 rano ale odpuściłam sobie takie atrakcje, wolałam się spakować żeby wrócić tylko po plecak, oddać mieszkanie i jechać do Gdańska. Pogoda na spacer była  idealna, mieszkanie miałam 15 minut spacerem od morza, przeszłam się po plaży, doszłam do mola, spotkałam pana, który karmił łabędzie z wnuczką. Udało mi się nawet jednego dotknąć.
Woda zimna, niestety nie przywitałam się z morzem w 100% i zamoczyłam tylko palce ale widziałam miejscowe morsy krzyczące “ale ciepła!” taaa, skoro Bałtyk nie jest ciepły w lecie to w zimie dobrze wszyscy wiemy jak jest naprawdę.

Polecam Sopot w Grudniu, nie ma tłumów, nie ma turystycznego odpustu, można zobaczyć jak naprawdę wygląda miasta, przyjrzeć się architekturze bo nie jest zasłonięta przez budy z zapiekankami i oscypkiem. Wracam na pewno, pytanie tylko kiedy będzie czas. Gdańsk pokarze w następnym wpisie.

Mors 546Mors 597Mors 605Mors 672Mors 671-2Mors 654-2 Mors 704Mors 700Mors 727
Advertisements