Kolejny dzień w Irlandii ukazał się dla mnie wyjątkowo udany. Po sobotniej przeprawie po zielonej wyspie na gigantycznym kacu i pogodzie oddającej stan mojego ducha (padało, wiało, mżyło- ogólnie ble i fe) niedziela okazała się bardzo spokojna i słoneczna.
Ireland 800-2

Dzień zaczęliśmy od przejazdy 15km drogą nazywaną Sky Road, która znajduję się zaraz za miasteczkiem Clifden (Co. Galway). Ta krótka a zarazem przepiękna trasa swoją nazwę wzięła od swojego położenia- podczas jazdy naprawdę ma się wrażenie, że wjeżdża się do nieba. Wysoko położona droga, ciasna, po prawej i po lewej stronie widać morze, domki porozrzucane, ca chwilę widać krowy i owce, które pasą się i w ogóle nie zdają sobie sprawy w jak pięknej scenerii przyszło im przeżuwać trawę.

Ireland 818-2Ireland 821-2Ireland 823-2Ireland 826-2Ireland 830-2Ireland 834-2Ireland 844-2

Jechaliśmy bardzo wolno ponieważ droga jest bardzo kręta a poza tym z każdej strony widać coś pięknego i co chwilę musieliśmy zatrzymywać samochód bo ja wybiegałam z auta porobić zdjęcia. Całe 15km przejechaliśmy w 1,5 godziny.. Na zdjęciu powyżej widać dom, w którym mogłabym mieszkać w Irlandii.
Jadąc sobie drogą nagle zza zakrętu wyłoniła się cała rodzina: mama krowa, tata byk i dzieci cielaki. Niby nic a jednak trochę to dziwne wymijać z lewej strony krowy zamiast samochodu. Byłam bardzo zdziwiona, że towarzystwo maszeruje bez żadnej dyskusji, wie gdzie iść i wie, że po lewej stronie! Dopiero po kilku minutach pojawił się samochód i okazało się, że jedzie w nim farmer, który “zapędza” bydło do domu.

Ireland 846-2 Ireland 852-2Ireland 874-2

Wyjeżdżając ze Sky Road widać na horyzoncie góry z Park Narodowy Connemara. Po drodze droga staje się bardzo szeroka i miejscami kojarzyła mi się z drogami w Stanach Zjednoczonych. Spotkaliśmy tez po drodze kilak baranów- kazałam zatrzymać samochód i wybiegłam się z nimi przywitać. Niestety podejmując próby zbliżenia się do baranów okazało się, że jest ich więcej niż dwa, działają w zorganizowanej grupie i mają rogi. Niepewnie podeszłam do nich i na szczęście uciekły. Owce i barany w Irlandii mają zawsze na sobie kolorowe plamy- jest to sposób znakowania “swoich” przez farmerów, jest im potem łatwiej oddzielić swoje od sąsiada. Kilka razy widziałam barany i owce, które na jednym boku miały czerwone plamy a na drugim zielone. Wymyśliłam, że farmer znacząc swoje owce widział czysty bok i zaznaczył swoim kolorem a drugi farmer widząc drugi czysty bok a nie widząc wcześniejszego oznaczenia, oznaczył swoim kolorem. Jest to moja spiskowa teoria także nie musicie w nią wierzyć 🙂

Ireland 887-2Ireland 889-2Ireland 894-2Ireland 898-2Ireland 909-2 Ireland 922Ireland 917-2Ireland 918-2Ireland 941-2

Kolejnym punktem na trasie było moje pierwsze spotkanie z morzem. Bardzo ładna plaża, jakaś kobitka jeździła konno a że była niedziela i wszystko było zamknięte to i ludzi było bardzo mało. Na plaży w Spiddal zapoznałam się z robakami piaskowymi, które wyglądają jak małe niteczki. Na początku myślałam, że wyrzuciło to morze i omijałam to jak tylko mogłam a potem dowiedziałam się, że robaki piaskowe wychodzą na powierzchnie jak pada deszcz czyli mechanizm podobny do dżdżownic.

Ireland 945-2Ireland 949-2Ireland 952-2Ireland 954-2Ireland 982-2

W Spiddal udało mi się podejść do krowy. Zdjęcie poniżej rozbawiło mnie bo krowa patrzy a nie widać jej ciała. Usiadłam na murku, zaczęłam podziwiać te istoty i nagle jedna polizałam drugą. Okropnie obleśny i długi ozór. Fuj.

Ireland 991-2Ireland 1001-2
Ireland 1028-2

Kolejny punktem na trasie był Park Narodowy Burren czyli płaskowyż, który po irlandzku znaczy “skalista ziemia”.  I faktycznie będąc w Burren na horyzoncie nie widać niczego oprócz płaskich skał, odniosłam nawet wrażenie, że ziemia pokryta jest jedną wielką wyprasowaną masą skalną. Dopiero jak dojechaliśmy do punktu widokowego przy morzu zeszłam na drogi pochodzić po tych skałach i zobaczyłam jak one są ukształtowane i jakie miedzy nimi są szczeliny. Na szczęście biegając w moich trampkach i skacząc ze skały na skałę nie wpadłam do tych szczelin bo mogłoby być ciężko.

Irehttp://www.flickr.com/photos/7788755@N06/10893386306/in/photostream/#land 1029-2Ireland 1033-2Ireland 1038-2Ireland 1047-2Ireland 1055-2

Tamta niedziela była bardzo ważna dla wszystkich Irlandczyków ze względów sportowych. Odbywał się wtedy finał All-Ireland Hurling. Nie wiem jak wy ale ja nie miałam pojęcia, że taka gra w ogóle istnieje i dopiero w Irlandii dowiedziałam się jakie są zasady gry i jak ważny jest to sport dla Irlandczyków. Wg mnie gra wygląda na połączenie piłki nożnej, hokeja i rugby. W Irlandii znajdują się 32 hrabstwa i każde z nich ma swoją drużynę i przez cały rok trwają rozgrywki. We wrześniu jest natomiast finał i dwie najlepszy drużyny walczą o finał. W tym roku finał był wyjątkowy ponieważ w finale były drużyny Clare i Cork a Clare ostatni raz w finale była w 1993 (chyba ale na pewno bardzo dawno temu) i było to wielka sensacja, że doszli do finały bo Cork ma bardzo mocną drużynę. My w niedzielę byliśmy akurat w hrabstwie Clare i o 15 jak zaczynał się mecz zatrzymaliśmy się po drodze w jakimś pubie, że by obejrzeć mecz. Ja to raczej oglądałam go ze względów kulturowych. 5 minut przed meczem do pubu zeszli się wszyscy mieszkańcy wioski, każdy kupił Guinness i zaczęło się kibicowanie. Każda osoba miała na sobie jakieś kolory drużyny z Clare (żółty i niebieski). Ja wytrzymałam pierwszą połowę w przerwie wyszłam się rozejrzeć po okolicy. Na zdjęciach poniżej widać, że wioska ciągnie się wzdłuż drogi, ma zaledwie kilka domów, widać morze, wyżyny i krowy. Był tez stary celtycki cmentarz z ruinami jakiegoś kościoła. Jeden mały sklepik, który znajdował się obok pubu był zamknięty a na drzwiach wisiała kartka “przepraszam jestem w pubie obok i oglądam finał. W razie potrzeby proszę mnie tam szukać”.

Ireland 1061-2Ireland 1064-2Ireland 1069-2Ireland 1073-2Ireland 1074-2Ireland 1102-2Ireland 1106-2

Ostatnim przystankiem w niedzielę był Doolin, małe miasteczko z którego wszyscy turyści wyjeżdżają zobaczyć słynne Irlandzki klify- Cliffs of Moher (na zdjęciach widać je po lewej stronie). Doszłam do morza, pochodziłam po skałach, popatrzyłam na klify, które mialiśmy zobaczyć następnego dnia i wylądowałam w miejscowym pubie. Doolin słynie z tego, ze grają tutaj wszędzie tradycyjną Irlandzką muzykę i udało nam się trafić na mini koncert w pubie. Nie była to jakaś zorganizowana akcja, po porostu starsi Irlandczycy wyciągnęli swoje instrumenty i miedzy jednym łykiem guinnessa a drugim zaczęli grac, śpiewać, klasać a razem z nimi cały pub.

Ireland 1122-2Ireland 1126-2Ireland 1128-2Ireland 1142-2Ireland 1149-2Ireland 1171-2Ireland 1175-2Ireland 1192-2
Advertisements