Irlandia- sześć intensywnych dni na zielonej wyspie, w kraju w którym ludzie mówią po angielsku i jednocześnie tak bardzo różni się od Anglii. Przez cały mój pobyt w Irlandii czułam się jak na wakacjach. Wszystko było mi znajome a jednocześnie nowe i takie inne. Pierwszy dzień spędziłam w Dublinie, pogoda była rewelacyjna (nawet się takiej nie spodziewałam) i w sumie przez cały mój pobyt w Irlandii było pięknie.
Ireland 009

W Irlandii mają właśnie miejsce bardzo ważne wydarzenia sportowe, na które Irlandczycy czekają cały rok. Najpierw w niedzielę był finał All-Ireland Hurling Final (ale o tym będzie w następnym poście), bodajże za tydzień będzie finał piłki nożnej, w którym grają chłopaki ze stolicy i całe miasto jest oblepione plakatami i banerami Up The Dubs!

dub3

Pierwsze miejsce, do którego poszłam to Temple Bar. Dzielnica bardzo kolorowa, pełna pubów i artystycznych elementów, pełno kwiatów przy każdym pubie, stare i ciasne uliczki. Przypomina mi bardzo krakowski Kazimierz z tą różnicą, że zamiast knajp są irlandzkie puby. Jest też oczywiście bar Temple Bar, które jest na wszystkich pocztówkach.

dub1
dub4

Wielkim zaskoczeniem było dla mnie kompletny brak Polaków podczas mojej podróży. W ciągu 6 dni spotkałam tylko 2 dwóch Polaków, z którymi udało mi się zamienić słowo, a w Galway słyszałam na ulicy dziecięciu. I koniec. Najlepszy był pierwszy Polski ziom, który znany jest z tego, że pociska boso przez świat. Ja akurat szłam sobie w moich papcia-butach, próbując nie połamać sobie nóg na bardzo kamienistych uliczkach Temple Bar gdzie nagle przed moimi oczyma ukazał się wielki plakat  Pana Bosego z napisem MATE. Zonk dnia- plakat Pana Bosego wywieszony na knajpie serwującej jedzenie z południowej ameryki, koleś za ladą nie bardzo wiedział o co mi chodzi, bo zaglądałam z cztery razy do środka szukając Pana Bosego. Niestety albo stety było go w środku i dalej nie wiem co to była za akcja.
Moja mina na zdjęciu to wzrok w kierunku pana z tatuażami, które usilnie przeszkadzał mi “zapozować” i wpierdzielił się w kadr.

dubdub2
W kwestii języka irlandzkiego/ irlandzkiego akcentu nie mam zbyt wiele uwag. W całym kraju wszystkie znaki są dwujęzyczne (najpierw irlandzki a potem angielski) z wyjątkiem regionu An Gaeltacht gdzie ludzie mówią tylko po irlandzku i wszystkie znaki też są po irlandzku. Jeśli chodzi o akcent to zaskoczył mnie tylko akcent taksówkarza jak i sam on. Nie dość, że mówił z takim bardzo ale to bardzo twardym “dublin accent” to jeszcze miał wadę wymowy.

Ireland 012
Po Temple Bar poszłam zobaczyć Trinity College, który od  jakiegoś czasu nazywa się  University of Dublin bo podobno nazwa bardziej chwytliwa no ale nie mnie osądzać. Pozwiedzałam, obeszłam z każdej strony, ale nie pchałam się oglądania Księgi z Kells (manuskrypt irlandzkich celtów-bardzo stary ponad 1200 lat). Tak jak pisałam było bardzo gorąco i wszyscy solidarnie olali znaki “nie deptać trawy” i wygrzewali się w słońcu.
Ireland 037dub6Ireland 054
Kolejnym etapem zwiedzania była dla mnie Galeria Narodowa z obrazami irlandzkich, angielskich, holenderskich i hiszpańskich malarzy. Był Goya, Picasso, Rubens, van Dyck także warto się wybrać! Budynek ładny, zaraz obok gmachu pana prezydenta, przed którym stało trzech paparazzo czekających aż “coś się wydarzy”. Niestety pojawiłam się tylko ja i jakoś nikt zdjęcia nie chciał mi zrobić.Niedaleko jest bardzo ładny park St. Stephens Green, który można pozwiedzać  i jest w samym centrum także warto się po nim przespacerować. W Dublinie znajduje się  największy w Europie park- Phoenix Park, do którego niestety nie doszłam ale może następnym razem się uda.Ireland 124

Po parku byłam już bardzo zmęczona i bardzo głodna, rozsiadłam się wygodnie w knajpie, zamówiłam Fish&Chips i czarny napój. Pani przyniosła mi Guinnessa a ja wypiłam polowe pinty jednym tchem, trzymając kufel dwoma rękoma jak dziecko, które dopiero uczy się pić z butelki. Kto mnie zna to wie, że w dniu podróży nie jem nic i na ogół chodzę głodna przez 24 godziny. Po szybkim wypiciu piwa chciałam zacząć śpiewać “nie to nie ja się kręcę, to zawirował świat”, niestety to ja się opiłam jednym piwem…
Na zdjęciu powyżej widać z tyłu pomnik Jamesa Joyce’a (pisarz irlandzki, napisał Dublińczyków i Ulissesa) z którym bardzo chciałam mieć zdjęcie. Niestety grupka miejscowych żuli była bardzo przywiązana do ikony irlandzkiej literatury i nie odstępowała go na krok pijąc, krzycząc i zaczepiając przechodniów.
Na głównej ulicy- O’Connell Street- znajduję się General Post Office, w której zabarykadowali się podczas Powstania Wielkanocnego w 1916 roku zwolennicy utworzenia Republiki Irlandii. Po 6 dniach walk przeciw armii brytyjskiej powstańcy skapitulowali a powstanie okazało się kompletnym niepowodzeniem. Na filarach przed wejściem wciąż widać ślady po kulach, które od 97 lat pozostają nietknięte.

Ireland 131

Ostatnim punktem programu, na zakończenie dnia miała być wycieczka do Guinness Storehouse. Pogoda była przepiękna dlatego zamiast jechać autobusem czy taksówką bardzo chciałam się przejść wzdłuż rzeki Liffey. Szłam i szłam i szłam i jak już trafiłam na miejsce zdziwił mnie brak tłumów.. okazało się, że od września zamieniły się godziny otwarcia i zamykają o 19 a ja trafiłam tam za pięć.. Porobiłam trochę zdjęć “na otarcie łez” i poszłam do centrum.
W Dublinie jak i w całej Irlandii bardzo popularne są kolorowe drzwi u dekoracje nad nimi. Coś pięknego, od razu zwróciłam na to uwagę a potem zobaczyłam, że na wszystkich pocztówkach są zdjęcia drzwi, czyli jest to naprawdę coś charakterystycznego dla Irlandii.

dub5 Ireland 148

Na koniec dnia poszłam do pubu i spędziłam tak kilak dobrych godzin. Ale to nie ma co opisywać 🙂

Ireland 159

Moje ogólne wrażenie o Dublinie jest bardzo ale to bardzo pozytywne i naprawdę warto tam pojechać. Wg mnie na zwiedzenie wszystkich kluczowych punktów spokojnie wystarczy jeden dzień, nie trzeba korzystać z komunikacji ponieważ do większości miejsca można dojść. Klimat bardzo krakowski, ludzie bardzo mili, jest bardzo kolorowo a każdy pub przystrojony jest kwiatami. Polecam wybrać się do stolicy Irlandii jeśli trafią się bilety jednodniowe (przylot rano i wylot wieczorem). Cenowo nie jest najgorzej piwo 4 euro, obiad (burger lub fish&chips) na główne ulicy około 10 euro, wstęp do Guinnessa płatny ale nie miałam okazji sprawdzić cen 😉 Galeria Narodowa jest za darmo tak samo jak swobodnie można wejść do Trinity. Z tego co wiem, za wejście do  biblioteki żeby zobaczyć Book of Kells trzeba zapłacić ale ja nie byłam zainteresowana. Kartki 4 za 1 euro, znaczek 89 centów do Europy, wszystkie pamiątkowe duperele od 1 euro do 5.

dub 7
Advertisements