W końcu się udało i moje stópki miały zaszczyt pochodzić po szwedzkiej ziemi. Pobyt styczniowy, weekendowy czyli bardzo krótki ale za to bardzo intensywny. Dużo zdjęć przywiozłam ale teraz widzę, że są  słabej jakości bo nie miałam możliwości zabrania mojego klocka (Canon) tylko wzięłam pstrykacza mamy. Ale zawsze coś:)

Mój pierwszy pobyt w Skandynawii był bardzo krótki i jednocześnie bardzo udany. W ciągu trzech dni i to niepełnych widziałam mnóstwo ciekawych rzeczy i wróciłam z uczuciem, że warto tam wrócić i pora roku nie ma znaczenia.Cały pobyt to piątek w Malmo, sobota to wyjazd do Kopenhagi na jeden dzień i niedziela to znowu Malmo i powrót do Polski. Wpisy będą łącznie trzy: teraz opiszę Malmo czyli to co widziałam w piątek i sobotę, następnie opiszę Kopenhage i na koniec zrobię podsumowanie z cenami i cennymi wskazówkami.
 

Jak widać na zdjęciu powyżej przylecieliśmy jak późnym popołudniem i zaraz po wyjściu z samolotu poczułam, że to Szwecja. Żółty i niebieski były wszędzie. A niebo miało dokładnie taki kolor jak na zdjęciu. Prosto z lotniska pojechaliśmy zostawić bagaże u Victorii (kolejny nocleg z airbnb) bo na 19 spieszyliśmy się na mecz hokejowy w Malmo Arena  przy stacji Hylie.

Wejście na mecz Malmö Redhawks to był chyba najbardziej “spontaniczny spontan” od jakiegoś czasu. W kolejce po bilety udało się zagadać do jakiegoś faceta o bilety a jak wypaliłam, że właśnie przyjechaliśmy z Polski i nie wiemy o co chodzi i co się dzieje facet powiedział ” Ja też mówię po polsku” i zaczął nawijać. Dzięki temu dowiedzieliśmy się, żeby kupić najtańsze bilety stojące za 100 SEK a jak zacznie się mecz to bez problemu można zająć miejsca siedzące, które są wolne. Taki myczek od Polaka dla Polaków 🙂 Oczywiście moje “lingwistyczne ucho” od razu dostrzegło kilka elementów, które wskazywały, że nasz nowo poznany przyjaciel urodził się w Szwecji w polskiej rodzinie. Ja koniec sam mi dostarczył dowodu na potwierdzenie mojej tezy pytając “Chcecie bilety do stojenia?” 🙂

Sam mecz rewelacyjny, nasza Cracovia to się przy tym chowa ale rozumiem, że w Polsce jeszcze upłynie trochę wody w Wiśle zanim będziemy mieli ligę hokejową z prawdziwego zdarzenia. Na szczęście  znam zasady, mogłam krzyczeć i dopingować “po swojemu” bo melodie do przyśpiewek są wszędzie takie same. Po 10 minutach od rozpoczęcia pierwszej tercji byłam w samym centrum młyna (oczywiście wśród najmłodszych, którzy sięgali mi do ramion- bezpieczeństwo na obczyźnie przede wszystkim!). W przerwach przeszłam się po arenie i zerkałam (czasem bezczelnie i bezpośrednio) i przyglądałam się Szwedom. Wysocy, mający coś z Wikinga i brzydkiego rudego Anglika jednocześnie. Język fajnie ale za nic nie byłam wstanie zrozumieć o czym oni sobie tam gurgali. Nie mogło zabraknąć stoisk z hot-doszkami i hamburgerami, piwka w plastikowych kubach i perły całego meczu, czyli występu czegoś na wzór zakonserwowanej Abby miedzy jednym stoiskiem z piwkiem a drugim. Mistrzostwo.

I to koniec wrażeń pierwszego dnia. Było zimno, mroźno i jakoś tak szwedzko. Na drugie dzień pojechaliśmy do Kopenhagi dlatego zaraz będzie druga cześć zwiedzania Malmo czyli niedziela. P.S. “Nasi” przegrali.

Trzeciego i ostatniego dnia zaplanowałam zwiedzanie Malmo w ciągu dnia i powiem szczerze, że wszystko się udało. Pogoda była bardzo piękna i dawno niewidziane słońce ugościło nas podczas spaceru. Udało nam się dotrzeć do Informacji turystycznej, kupić magnes, przejść na plaże oraz do parku. Ogólnie było bardzo zimno ale na zdjęciach tego chyba nie widać bo pogoda była rewelacyjna.

W niedzielę większość sklepów była zamknięta albo otwierana dopiero o 12 a z racji tego, że wyszliśmy o 10 mieliśmy okazje zobaczyć prawie puste miasto. Bardzo podobał mi się Lilla torg czyli mały plac zbudowany w 1592 no i ten budynek żywcem wyciągnięty ze sztuki Shakespeare’a.

Udało się też znaleźć szwedzką budkę telefoniczną a w drodze do latarni morskiej miałam okazje zobaczyć ślady mrozu czyli krę. Serio nigdy nie widziałam takiej kry, która wg mnie wyglądała jak lodowa wersja liści lilii.

Bardzo ciekawa wg mnie jest dzielnica Vastra Hamnen znajdująca się na północ od stacji Malmo Central. Są to stare portowe tereny i budynki, które powoli wypełniają się modernistyczną architekturą. Wg mnie coś pięknego. Biura, firmy, bloki mieszkalne a mimo wszystko dalej czuć cześć starych doków. No i pomysł na drzwi do poszczególnych mieszkań, które wyglądają jak drzwi do kajuty.

No i kaczory.

Zaraz obok znajduje się  Sunspromenaden, której można podziwiać Öresundsbron czyli most nad Sundem. Wybudowany w 2000 roku most mający 8 km długości łączy Malmo i stolicę Danii. Bardzo dużo ludzi mieszka w Malmo i dojeżdża do pracy w Kopenhadze ponieważ jest to bardziej opłacalne. Most ma dwa poziomy na górym jest droga dla samochodów a na dolnym są tory. Ja jechałam dolnym do Kopenahgi ponieważ wybrałam pociąg i nie widziałam wszystkiego ale jak wrócę to na pewno wybiorę się autobusem 😉

Najwyższy budynek w Malmo to Turning Torso. Skręcony niczym makaron jest widoczny z każdej części miasta. Niestety znajdują się tam tylko mieszkania i nie można wejść  do środka. A szkoda bo byłby to fajny punkt widokowy.

Na koniec spaceru pozostała mi próba wejścia na zamarznięte morze. Niestety włączył mi się cykor i bardzo niepewnie stąpałam po wodach cieśniny Sund.

Nie mogło też zabraknąć szwedzkiego lansu z herbatą w papierowym kubku, muffina i walki z latającym stworzeniem o ostatnie okruszeki. Życie.

“Widzisz jak je ? Patrz jaka franca!”

W drodze po bagaż trafiliśmy na wiatrak i bardzo ładny cmentarz. Fajna taka zimna. I śnieg i mróz i słońce. Szkoda, że w Polsce brakuje słońca. Ehh

Następna będzie Kopenhaga.

Advertisements