var _gaq = _gaq || []; _gaq.push([‘_setAccount’, ‘UA-38604589-1’]); _gaq.push([‘_setDomainName’, ‘panidaga.blogspot.co.uk’]); _gaq.push([‘_setAllowLinker’, true]); _gaq.push([‘_trackPageview’]); (function() { var ga = document.createElement(‘script’); ga.type = ‘text/javascript’; ga.async = true; ga.src = (‘https:’ == document.location.protocol ? ‘https://ssl’ : ‘http://www’) + ‘.google-analytics.com/ga.js’; var s = document.getElementsByTagName(‘script’)[0]; s.parentNode.insertBefore(ga, s); })();

6 dni temu czyli 6 marca miałam urodziny, kolejne, w tym roku nieparzyste. Dzień jak każdy z wyjątkiem pogody bo akurat cały dzień świeciło słońce w Krakowie i było ponad 10 stopni! Pozwoliłam sobie kilka dni wcześniej na zrobienie małego ekperymentu i zawiesiłam facebooka na dwa tygodnie. Efekt był bardzo ciekawy. Osoby, które pamiętały mogę policzyć na palcach dwóch rąk.Bardzo ciekawe doświadczenie 😉
Od jakiegoś czasu zawładnął mną leń. Klasyczny słownikowy leń, który nie daje mi kliknąć “Opublikuj” na przygotowanych postach z wyjazdu do Szwecji, Danii i Anglii. 
Zawsze z okazji urodzin wymyślam sobie jakieś wyzwania, które nazywam życzeniami. W tym roku wyzwanie mam jedno. Otóż dostałam propozycje wyjazdu do Tajlandii. Od miesiąca Tajlandia chodzi za mną ciągle i wszędzie. Przeglądam gazety w kiosku i widzę reportaż z Phuket, idę na lekcje i mój uczeń ma koszulkę z nadrukiem The Kingdom of Thailand, wszystkie blogi podróżnicze, które śledzę nagle jak na zawołanie mają wpisy i reportaże z Tajlandii. Czyli jednym zdaniem angielskim wszystkie znaki na niebie  mówią że w tym roku I am going to ride an elephant. Sweet Lord, Sweet Jesus!
Wiadomo, że sama się nakręcam bo mapę znam już na pamięć, połączenia i rozkłady jazdy jestem w stanie wydukać w ciągu 5 minut tylko kasy na bilet brak. A połączeń jest mnóstwo i to bardzo tanich. No nic czas jeszcze mam bo do sierpnia kawałek roku jeszcze pozostał. Wiadomo, że widmo zarobienie angielskim kokosów w postaci funtów szterlingów napawa mnie optymizmem no ale wtedy może być już za późno na kupno biletu. Ale jak pomyślę, że kasiorę z Anglii mogłabym wydać w Tajlandii to byłabym królową ryżu. Oj tak Pani Daga the Queen of Rice.

Nie wiem tylko czy bardziej powinnam się cieszyć z tego, że jestem uparta i prędzej czy później zrobię to na co mam ochotę, czy raczej powinnam ubolewać nad tym, że jestem leniem i zamiast “prędzej” zrobię coś “później” 🙂

Myślę też czasem, że taki ze mnie podróżnik jak z koziej dupy zapałki i czas jeszcze mam na dalekie wojaże. Z tym czasem to jest tak że właściwie to mam go teraz no bo kiedy jak nie już?

Zawijam do spania i jeszcze raz rzucam sobie wyzwanie z okazji 27 urodzin: żebym mogła pojeździć na słoniu, potrzymać małpkę za rękę i zjeść miseczkę   ryżu w Bangkoku. Czy to zbyt wiele ?:)

Sto Lat Pani Daga.

Na koniec ciekawa piosenka od panów hiphopowców:

Advertisements